Mobilne okienka wchodziły na rynek w dość specyficznym momencie. Z jednej strony pozycja Androida i Apple iOS była już bardzo mocna, a z drugiej strony, wciąż było miejsce na trzeciego – choćby niszowego – zawodnika. Co poszło nie tak?

Rozpoczynając…

Może jestem stronniczy, ale trudno mi sobie wyobrazić lepszy system do pracy „na start” niż mobilny Windows. Oczywiście, nie dla każdego. Sam dość szybko połapałem się w tym, jak działa Android i gdzie schowane są jego kluczowe funkcje. Moja przygoda z zielonym systemem od Google rozpoczęła się dawno temu, w czasach, gdy do sklepów wchodził Samsung Galaxy S. Jak możecie policzyć, to szmat czasu.

Zatem, skąd ta tęsknota za Windows Phone? Wynika ona z jednej kluczowej sprawy. Jako domowy specjalista od elektroniki użytkowej, brałem czynny udział w oswajaniu ze smartfonami osób starszych z mojego otoczenia. Wiadomo, rodzice, ciotki czy wujkowie. Było kilka podejść do Androida, jednak zwykle nie kończyły się one zbyt dobrze. Powiedziałbym, że może to kwestia próby badawczej, jednak znajomy, który pracował do niedawna w jednym z komisów GSM w moim mieście, potwierdza tę teorię.

W dawnych czasach, gdy Android Kit Kat wciąż był pełną innowacji nowością, o wiele łatwiej przychodziła nauka tych jakże prostych, a zarazem genialnych w swoich założeniach kafelek, aniżeli malutkich ikonek z Androida. Zresztą, nie tylko o kształt i wielkość ikon tu chodzi. Windows Phone był pewnego rodzaju powiewem świeżości, który za sprawą strategicznej współpracy z Nokią, mógł naprawdę mocno namieszać. Dlaczego nie namieszał?

Hybryda Androida z iOS?

Oceniając działania Microsoftu z perspektywy czasu, mam takie wrażenie, że ktoś w firmie z Redmond za wszelką cenę uparł się przy tym, aby mobilne okienka były pewnego rodzaju hybrydą. System – tak samo, jak iOS – był zamknięty, ale – tak samo, jak Android – oferował możliwość licencjonowania, efektem czego można było odnaleźć go także na telefonach innych producentów. Owszem, może i nie było ich zbyt wielu, jednak taka możliwość jak najbardziej istniała.

Po jakimś czasie Microsoft zrozumiał, że opłata licencyjna to nie do końca trafiony pomysł. Z czego to wynikało? Ano z tego, że dynamiczniej rozwijany Android niemal od zawsze był dostępny za darmo. Dlaczego deweloperzy mieliby płacić za niepewny eksperyment, skoro konkurencja podawała wszystko na tacy, prawda? To tylko jedna z przyczyn, która w mojej opinii stoi za tragicznym końcem Windows Phone.

Wydaje mi się, że w tej specyficznej hybrydzie dwóch platform zabrakło jeszcze jednego, kluczowego składnika: wsparcia ze strony programistów. Nie da się nie zgodzić ze stwierdzeniem, iż w swoich czasach deweloperzy zarówno Microsoftu jak i Nokii stawali na głowie, by wypełnić sklep z aplikacjami jakimiś sensownymi propozycjami, jednak twórcy gier czy rosnących jak na drożdżach programów, zwykle wybierali Androida oraz iOS. Dwie uznane, „pewne” platformy.

Zmierzch nadszedł zbyt szybko

Microsoft stale i niezmiennie jest jedną z najbogatszych firm na świecie. Wydaje mi się, że po tym, gdy przyszło opamiętanie (czytaj: po wypuszczeniu Windows Phone 8.x), większość niedoróbek i niekonsekwencji, na które uskarżała się społeczność, została zażegnana. Podporządkowana producentowi oprogramowania Nokia wciąż tworzyła świetne telefony, które – na przykład pod kątem aparatu – nie tylko mogły ścigać się z każdym telefonem z Androidem, ale i często tę rywalizację wygrywały.

Nokia 920 była rasowym flagowcem z krwi i kości. Niemal kupiłem to urządzenie dla siebie. Świetne czasy na baterii, charakterystyczny design oraz logo legendarnego producenta, to wszystko atuty, które – niestety – zostały roztrwonione. Szkoda, naprawdę. Wydaje mi się, że w chwili, gdy zapadła decyzja o tym, aby dało się konwertować aplikacje z Androida w taki sposób, aby można było je uruchamiać szybko na Windowsie, było już po prostu zbyt późno.

Gdyby ktoś w Microsofcie postanowił iść tą ścieżką może z rok wcześniej, to Windows Phone wciąż byłby na rynku obecny. Może i nie rywalizowałby z „Wielką Dwójką” jak równy z równym, ale na pewno byłby jakąś alternatywą. A tak, mamy w zasadzie duopol. Albo Android, albo iOS. Jeśli są jakieś platformy firm trzecich, to niemal nikt nie traktuje ich na poważnie. A szkoda. Może Harmony OS od Huawei zdoła się zmieścić w tej niszy.

Gdyby lubianemu producentowi z Chin udało się dokonać tego, co nie udało się potężniejszemu Microsoftowi, byłby to niezły chichot historii. Tak czy inaczej, stoję na stanowisku, wedle którego wybór między ledwie dwoma dużymi platformami, to żaden wybór. Kwestią czasu jest pojawienie się na rynku trzeciego gracza, który zechce zawalczyć o nasze serca i portfele w ujęciu globalnym. Microsoft bywa uparty, więc nie byłbym zbyt mocno zdziwiony, gdyby ktoś z tej firmy za jakiś czas odgrzebał projekt mobilnych okienek i tchnął w niego nowe życie.

Dlaczego? Bo ani Android ani iOS – mimo mojej szczerej sympatii do tych platform – na pewno nie będą trwać w nieskończoność.