Wiele firm podchodzi do funkcjonalności aparatu na kilka różnych sposobów. Część firm stawia na matryce, część na oprogramowanie a te najlepsze robią co mogą, by połączyć ze sobą te parametry w spójną całość. Wydaje mi się, że miarą jakości firmy może być obecnie to, jak w danym telefonie działa tryb nocny.

Słowem wstępu…

Uwielbiam zdjęcia. Nie ukrywam, że kilka swoich ostatnich smartfonów kupowałem zwłaszcza dlatego, że producent naobiecywał mi naprawdę dużo. Były to telefony różnych marek, więc przez lata wyrobiłem sobie opinię na temat tego, jak to zagadnienie wygląda u wielu producentów. I wiecie co? Mimo pozornych podobieństw, na próżno szukać wielu wspólnych mianowników. Bez chwili zawahania mogę powiedzieć, że „ile trybów nocnych, tylu producentów smartfonów”.

Przełomem – jak dla mnie – był Samsung Galaxy S8. Naprawdę, ten aparat rządził i dzielił, a z fotek nocnych, jak na swoje czasy, wyciskał bajeczne efekty. Świetnie obserwowało się jego rywalizację z HTC U11 czy kolejnymi smartfonami z logo Huawei. Wiele innych marek zaczęło wtenczas nieco odstawać, bowiem producenci wychodzili z założenia, że fotki generowane w nocy, to awangarda, moda z której korzysta niewielu. Wiecie co? Mieli rację. Tyle, że nie zrozumieli rynku.

Nie chodzi o setki zdjęć nocnych. Chodzi o potencjał

Tytuł tego akapitu dość dobrze oddaje moją opinię o firmach, które twierdziły, że „Night mode” jest zbędny. Sam w ciągu kilku ostanich lat wykonałem co najwyżej sto zdjęć w kiepskim świetle, naprawdę. Zakładam, że na tle wielu innych osób to i tak całkiem dobry wynik. Rozumiem też dobrze, że zdjęcie nocne – nawet takie, które zrobimy telefonem za kilka tysięcy złotych – może mieć pewne braki. Jednak te braki będzie mi łatwiej zrozumieć i usprawiedliwić, jeśli zobaczę, że producent się stara zrozumieć rynek.

Pod pojęciem zrozumienia rynku mam tu na myśli odpowiednie tryby, które są przygotowane do pracy w różnych sceneriach. Robisz fotki jedzenia, które wrzucasz w internet, bo – na przykład – prowadzisz bloga kulinarnego? Niech telefon Ci to umożliwi. Tryb „jedzenie”, gdzie barwy będą umiejętnie podbite sprawdzi się u Ciebie świetnie. Fotki i nagrania zwierzaka, który nie potrafi długo ustać w miejscu? Tryb „akcja”. Zdjęcie księżyca? Wiadomo.

W tym samym czasie, wiele firm postanowiło, że pójdzie w szeroko rozumiany profesjonalizm. Wysokie ISO, naturalne barwy, możliwie jak największe ograniczenie działania oprogramowania i postawienie na obraz, jakim widzi go człowiek. Ogromną sztuką jest stworzyć taką matrycę i oprogramowanie dla aparatu w smartfonie. Wiele firm podjęło to wyzwanie i uważam, że to był ich błąd. Bo widzicie, sporo osób nie chce zdjęć swojej rzeczywistości. Chcemy widzieć ją lepiej. By była ona bardziej tętniąca życiem i pełna kolorów.

Rok 2020 przynosi zmiany

W chwili obecnej jedna z ostatnich „tradycyjnych” firm, za jaką uważam Sony, właśnie decyduje się na dodanie profesjonalnego trybu nocnego do swoich nowych smartfonów. Podejrzewam, że w ciągu tych kilku lat Japończycy zdążyli wyciągnąć swoje wnioski i dość boleśnie przekonali się o tym, co masowy odbiorca sądzi o fotkach jak najbliższych rzeczywistości. Tym, którym poświęciłem niemal cały poprzedni akapit.

Wybrane firmy widzą też coraz to większy potencjał w cyfrowym zoomie. Coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się być niemożliwe, teraz powoli wchodzi na salony. To świetna sprawa, która pokazuje, jak dynamicznie zmienia się technologia i otaczający nas świat. Jestem ciekaw, który z technologicznych gigantów nada trend zmianom, jakimi będziemy zachwycać się w kolejnych latach. Huawei wciąż leczy rany po starciu z amerykańskim prawodawstwem, dlatego te nie byłbym specjalnie zaskoczony, gdyby okazało się, że na fotel lidera wskoczy Apple, Samsung lub Xiaomi.

A może Huawei z powodzeniem wytypuje kolejny trend w branży foto-wideo? Z odpowiedzią na to pytanie trzeba będzie niestety na pewien czas się wstrzymać.