Od pewnego czasu na rynku smartfonów obserwujemy bardzo ciekawy trend, który polega na „wyrównywaniu się” ofert z najwyższej półki cenowej. Już w 2017 roku ceny najlepszych urządzeń osiągnęły bardzo wysoki, dla wielu osób, zaporowy poziom. W tym samym czasie nastąpiła też popularyzacja oferty z półki średniej. Ale niektórzy słusznie zauważyli, że zamiast kupować urządzenie z segmentu medium, można odczekać, a następnie kupić flagowca sprzed roku w niższej cenie. Czy jest w tym sens?

Słowem wstępu…

Te najlepsze z najlepszych smartfonów zawsze miały w sobie coś magicznego. To one pojawiały się często w reklamach w telewizji czy w internecie. Wreszcie, to właśnie te produkty często wprowadzały na rynek nowe rozwiązania, które elektryzowały całą branżę i skupione wokół niej osoby. Jeśli chciałeś, drogi użytkowniku lub droga użytkowniczko, mieć telefon, który będzie wprowadzał coś nowego, nie miałeś/aś wyjścia – trzeba było kupić produkt z najwyższej półki.

Czasem odnoszę wrażenie, że w tym całym wyścigu wszyscy producenci poszli tak mocno do przodu, że w ciągu ledwie dwóch lat wystrzelali się z funkcji, którymi mogliby przekonywać nas do swojej oferty obecnie. No bo co teraz jest w branży na topie? Jasne, nową bańką są składane smartfony, jednak te jeszcze przez długi czas pozostaną niszowe. Zatem, co innego? Świetny aparat po zmroku? Było. Zoom optyczny czy cyfrowy? Było. Wydajne akumulatory? Cóż, nie wszystkim się udało, ale generalnie także i na tym polu nie ma wielu innowacji. I tak, żyjemy sobie ostatnio od premiery do premiery, zachwycając się nad tym, w jakie miejsce tym razem trafi notch lub dziurka w wyświetlaczu. Bo nawet w kwestii skanera linii papilarnych czy Face ID trudno już powiedzieć coś nowego.

Półka średnia zyskuje na znaczeniu

Beneficjentem tego stanu rzeczy stale i niezmiennie pozostają rynkowe średniaki. Tutaj wciąż jest o co walczyć. Pojawiają się coraz mocniejsze procesory, a producenci ruszyli do walki o serca wszystkich tych, którzy w stosunkowo tanim smartfonie chcieliby mieć też dobry aparat główny. Bez żadnego problemu znajdziecie więcej niż 5-6 urządzeń, które nie kosztują więcej niż 1500 złotych, a kuszą świetnej jakości zdjęciami.

Wydaje mi się, że w dobie tak dynamicznie zmieniającego się rynku, zasadność kupowania flagowców sprzed roku czy dwóch lat, powoli odchodzi do lamusa. Wcale nie tak dawno temu, wciąż można było zastanawiać się nad tym na poważnie przez wzgląd na aktualizacje systemu operacyjnego. Nie jest żadną wielką tajemnicą to, że wielu producentów aktualizowało telefony z półki średniej w sposób, który mógł wywoływać jedynie śmiech i politowanie.

Ironia polega na tym, że nawet tutaj daje się zauważyć spory progres. W mojej opinii, prawdziwą perełką jest tutaj Motorola i Nokia. Oczywiście, taki stan rzeczy zawdzięczamy obecności czystego Androida, który jest zgodny z certyfikacją AndroidOne, jednak fakt pozostaje faktem – średniaki zyskują na znaczeniu, a aktualizacje nie są już opcją, a obowiązkiem. A spora część firm, które działają w branży smartfonów już to zrozumiała.

Zatem, flagowiec czy średniak?

Gdybyście zadali mi takie pytanie rok czy dwa lata temu, wskazałbym na flagowca z pewnym przebiegiem. Zresztą, dla wybranej grupy odbiorców wciąż będzie to bardzo kusząca opcja. Wydaje mi się, że nawet dzisiaj, w niektórych sytuacjach będzie to zakup, który spokojnie zdoła się obronić. Wiele zależy tutaj od producenta oraz dokładnych wymagań użytkownika. Jeśli kogoś zachwyciły zdjęcia z Huawei Mate 20 Pro, to wydaje mi się, że wciąż warto pochylić się nad tym telefonem. W kwestii fitografii mobilnej to nadal najwyższa półka.

Jeśli jednak oczekujecie od smartfona po prostu tego, by ten działał dobrze, był produktem nowym i mieszczącym się w kwocie zakupu nie przekraczającej 1500 złotych, to poleciłbym Wam bardzo poważnie zastanowić się nad średniakami. Rynek smartfonów ewoluuje w taki sposób, że nie będą zdziwiony, jeśli za dwa lata nawet te najtańsze komórki będą oferowały zaskakująco wysoką jakość. Wynika to z dość prostej reguły: funkcje premium zawsze stają się po jakimś czasie coraz bardziej powszechne. A jako, że o nowe, porywające innowacje w świecie flagowców ostatnio trudno, to… zyskamy na tym wszyscy 😉 Wystarczy poczekać.