Linia E jest najniżej lokowaną grupą produktów w portfolio producenta. Nie oznacza to jednak, że są to urządzenia złe. Powiem więcej, zwykle oferują one zaskakująco sporo, cechując się przy tym świetną wyceną. Czy taka będzie Motorola Moto E6?

Nie zabrakło Snapdragona

Zanim opowiem Wam o procesorze, skupmy się na pozostałych cechach specyfikacji technicznej. Producent zdecydował się na 5,54-calowy ekran wykonany w formacie 18:9, który pracuje w rozdzielczości HD+. Co ważne, kamera selfie została wyniesiona „ponad” wyświetlacz, uwalniając go od modyfikacji pokroju notchy czy łezek. Rzeczony aparat ma 5 Mpix i światło f/2.0.

Tym oto sposobem docieramy do procesora. Motka nie zdecydowała się na MediaTeka, a układ od Qualcomma. Podejrzewam, że dla wielu z Was będzie to ważna karta przetargowa. Ów ptocesor to Snapdragon 435 z grafiką Adreno 505. To dość solidny reprezentant „niższej półki średniej”, który powinien zagwarantować dobrą wydajność. Mamy też 2 GB pamięci RAM i 16 GB na dane użytkownika z opcją dalszej rozbudowy, nawet o 256 GB.

Motorola Moto E6, fot: producenta

Ciekawostką jest rezygnacja z okręgu, gdzie Motorola zwykle lokowała aparat główny. W budżetowej Motoroli mamy dość powszechnie wyglądający, pojedynczy aparat z 13 Mpix matrycą i światłem f/2.0. Urządzenie ładowane jest przez port microUSB, nie zabrakło też portu słuchawkowego 3,5 mm. O ile można zrozumieć brak modułu NFC, o tyle brak skanera linii papilarnych można uznać za spore zaskoczenie. Akumulator ma pojemność 3000 mAh, a telefon dostanie czystego Androida Pie.

Jeśli amerykańska cena smartfona znajdzie przełożenie na naszym rodzimym rynku, to Moto E6 w Polsce nie powinna kosztować więcej niż 600 złotych.

źródło: Motorola