Pamiętacie, jak na starych konsolach, w erze, kiedy internet był tylko tajemniczym słowem i melodią przyszłości, bez trudu można było pograć we dwóch w niemal każdą grę? Ostatnio przekonałem się o tym, jak bardzo brakuje mi tej atrakcji.

Słowem wstępu…

Weekend, deszcz. Nic ciekawego w telewizorze, a większość ciekawych propozycji w usługach VOD już dawno za nami. Nami, czyli za mną i żoną. Kiedyś, gdy stary Pegasus jeszcze działał, chętnie wracaliśmy do retro-gier. Mają one swój urok i z pełną odpowiedzialnością stwierdzę, że grywalność wciąż zaskakuje jak najbardziej pozytywnie. Mało tego, wiele nowszych produkcji nie wciągnęło nas tak bardzo, jak poczciwa Contra czy popularne kiedyś platformówki.

Niestety, ale Pegasus ostatecznie odmówił współpracy jakiś czas temu. Z racji wieku urządzenia, nie decydowaliśmy się na naprawę, a po prostu kupiliśmy nowoczesną konsolę „na wypasie”, w promocji, z jednym padem i – o ile sięgam pamięcią – kodem rabatowym do kontra premium na miesiąc czy kwartał. To bez większego znaczenia. Ironia losu zdaje się polegać na tym, że przez długi czas ta konsola służyła nam tylko jako narzędzie do oglądania platform VOD. Dlaczego?

Gry multiplayer to nie gry dla dwojga

Świat poszedł do przodu i granie razem w gry przedefiniowało się bardzo mocno. Od kilku lat zdecydowana większość rozgrywek toczy się w sieci. Jasne, wciąż można znaleźć kilka bijatyk czy symulatorów wyścigów lub piłki nożnej, jednak umówmy się, trudno zmuszać drugą osobę do tego, aby grała w jakieś tytuły wbrew sobie. Próbowaliśmy, pograliśmy łącznie może z godzinkę, jednak to wciąż nie było to, czego szukaliśmy.

Powiecie, że równie dobrze można było próbować toczyć rozgrywki przez smartfona. Kiedyś graliśmy w quizy, ale tytuł ostatecznie wyszedł z obiegu. Nawet fajne gry potrafią się przejeść. Sprawę utrudnia też to, że mój smartfon pracuje na Androidzie, a żona postawiła na iPhone’a. Czemu? Wciąż nie wiem 🙂 Wiem natomiast, że ona może to samo powiedzieć o moim wyborze. Tak czy inaczej, wróćmy do gier dla dwojga na konsole.

Kolejnym naturalnym krokiem jest wyszukiwarka Google i wpisanie w nią tej frazy. Próbowaliśmy. Przekopaliśmy się przez wiele stron, jednak katalogi gier dla dwojga często są po prostu katalogami gier on-line. Ściągnęliśmy ze sklepu kilka tytułów, jednak już po chwili dało się zauważyć, że autorzy często mylą te dwa pojęcia. Niestety, ale to nie koniec przygód. Jeśli już znajdziecie jakiś tytuł, to jego dostępność bywa – delikatnie mówiąc – problematyczna.

Część gier jest płatna, część jest na wyłączność, a spora grupa tytułów, to po prostu wiekowe, datowane nawet i na 2017 czy 2018 rok gry dla dwojga, które już dawno wycofano ze sklepu. Potrzeba sporego samozaparcia i determinacji, aby znaleźć platformówkę z krwi i kości, która spełni wymogi dwojga graczy. Tak czy inaczej, po dłuższej zabawie, udało się. Znaleźliśmy jedną, jedyną grę, która spełniła oczekiwania obydwojga.

Nowoczesność to czas?

Od wielu lat mówi się nam, że nowoczesne rozwiązania, to oszczędność naszego czasu i pieniędzy. Chciałbym aby tak było, jednak im dłużej obserwuję tę otaczającą nas, cyfrową rzeczywistość, tym bardziej jestem sceptyczny. Gry dla dwojga, to gatunek niemal na wymarciu – zwłaszcza w odniesieniu do innych, „zwykłych”, gier. W rodzajach płatności i abonamentach można się pogubić, a za sprawą kosmicznej wagi tytułów, bez szybkiego łącza nie ma nawet co podchodzić do tematu.

Przez pewien czas byliśmy z żoną bliscy, żeby stawiać emulator konsoli na Windowsie, jednak uznaliśmy, że skoro już płacimy ten abonament, to byłoby miło wreszcie z niego skorzystać. Śmiem twierdzić, że ilość włożonego w to czasu jest nieproporcjonalna do osiągalnych efektów. Konsola może i stała się centrum domowej rozrywki, jednak coś mi się wydaje, że gdzieś po drodze zgubiła ona to, do czego początkowo została stworzona: do gier dla dwojga osób, które czasem po prostu chcą odpocząć od internetu.