Huawei wyrasta na producenta, który już nie tylko walczy o jak największy kawałek rynkowego tortu. Producent nauczył tworzyć się urządzenia modne, nowoczesne, słowem takie, które potrafią wyznaczać rynkowe trendy. Zasadnym wydaje się być pytanie o to, czy Mate 20 Lite, czyli najnowsza budżetowa propozycja Huawei może namieszać na rynku. Moim zdaniem, może. A dlaczego? Zobaczcie sami.

Obudowa, użyte materiały, jakość wykonania

Huawei Mate 20 Lite umiejętnie łączy w sobie atrakcyjny, w pewnym sensie innowatorski design z niezłą jakością materiałów wykończeniowych. Wypada zauważyć, że nie jest to urządzenie małe, jednak nie sposób przy tym nie odnotować, że podczas moich testów smartfon zwykle trzymał się dłoni całkiem pewnie. Tylna ściana urządzenia miewa naturalnie lepsze, jak i gorsze momenty, jednak w ostatecznym rozrachunku z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że zalet jest o wiele więcej, aniżeli rozwiązań, które przysporzą Wam zmartwień.

Obudowa nie palcuje się zbyt mocno (choć czasem jednak trzeba ją przetrzeć), a rozmieszczenie portów funkcyjnych raczej nie zaskoczy Was zbyt mocno. To kolejne urządzenie, które właśnie w tym ujęciu spokojnie można określić mianem przewidywalnego. Wypada natomiast zauważyć, że obudowa to dość zgrabne połączenie metalowej ramki, która obiega konstrukcję ze szkłem, które jednak w dotyku przez pewien czas wydawało mi się być tworzywem raczej zbliżonym do plastiku. Dopiero lektura specyfikacji technicznej producenta utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest to szkło.

Kończąc wątek obudowy, dopowiem tu jeszcze, że na lewej ramce odnajdziemy slot na dwie karty SIM, górna krawędź obudowy pozostała niezagospodarowana, na lewej ramce znajdziecie klawisz regulacji głośności oraz przycisk Power, a z dołu mamy port słuchawkowy, USB-C oraz pojedynczy, nieźle grający moduł głośnika. Na pleckach odnajdziecie bardzo stylowo zaakcentowaną podwójną matrycę aparatu głównego, która jednak zauważalnie wystaje ponad bryłę urządzenia, mamy też wklęsły moduł skanera, a poniżej natraficie na znaki handlowe Huawei.

Huawei Mate 20 Lite /fot: własne

Podczas testów obudowa nie złapała żadnej ryski, wypada jednak zauważyć, że za sprawą wystającej obudowy aparatów, Mate 20 Lite miewa tendencje do łapania kurzu. Można z tym zjawiskiem walczyć na wiele różnych sposobów, jednak wydaje się, że inwestycja w folię ochronną nie zrujnuje Waszego portfela, a dość dobrze będzie niwelować ten efekt. Smartfon ślizga się, gdy położycie go na przykład na kanapę, jednak w ostatecznym rozrachunku skłaniam się ku dość jednoznacznej pochwale bryły urządzenia. Huawei wykonał kawał naprawdę dobrej roboty i nie zaliczył przy tym w zasadzie żadnej dużej wpadki.

Wideorecenzja

Ekran w Huawei Mate 20 Lite

Producent zdecydował się na pokaźnych rozmiarów ekran o przekątnej 6,3 cala, który pracuje w rozdzielczości Full HD+ w formacie 19,5:9, gdzie zagęszczenie wynosi 409 punktów na cal. To bardzo dobre parametry, które w niczym nie ujawniają słowa „Lite”, które odnajdziemy w nazwie smartfona. Wypada też pochwalić świetne możliwości regulacji poziomu jasności minimalnej i maksymalnej oraz zdecydowanie dobrą widoczność pod słońce.

Duży ekran skrywa naturalnie notch’a jednak producent daje nam możliwość jego wyłączenia. Naturalnie wtenczas Wasz wyświetlacz będzie oferował odrobinę mniejszą przestrzeń roboczą, jednak jest to zmiana doprawdy minimalna. Pisząc o przestrzeni roboczej wypada też pochwalić producenta za to, że w relatywnie niewielkiej, jak na obecne realia, bryle smartfona udało się zmieścić tak duży wyświetlacz. Nie twierdzę, że zawsze można go obsługiwać jedną ręką, jednak zazwyczaj nawigacja po poszczególnych funkcjach interfejsu była zdecydowanie bezproblemowa.

Huawei Mate 20 Lite /fot: własne

Warto też zauważyć, że producent w swoich oficjalnych serwisach nie podaje, czy Mate 20 Lite został zabezpieczony szkłem ochronnym Gorilla Glass. Opinie w sieci są podzielone. Po pierwsze, nie wiemy czy telefon posiada jakiekolwiek szkło, które ma wzmocnić odporność ekranu, a po drugie wraca nam tutaj wątek renomowanej technologii Gorilla Glass firmowanej przez markę Corning. W związku z takim obrotem spraw, skłaniałbym się ku inwestycji w folię ochronną lub szkło hartowane. Ot, dla własnego komfortu psychicznego, żeby nie musieć zerkać na telefon co godzinę i szukać rys czy przetarć.

Bateria

Czapki z głów, to zbyt mało, aby pochwalić Huawei za to, jak świetnie zoptymalizował ogniwo akumulatora w Mate 20 Lite. No, ale zacznijmy od faktów. Mamy tu ogniwo o sporej pojemności wynoszącej 3750 mAh. Miłym akcentem jest także wsparcie dla technologii szybkiego ładowania, które pozwoli Wam naładować akumulator do pełna w mniej niż dwie godziny. A co do czasów na jednym cyklu ładowania, jest zdecydowanie dobrze.

Huawei Mate 20 Lite /fot: własne

Na łączności mieszanej dość często udawało mi się przekroczyć SoT wynoszący 8 godzin, na LTE zwykle można było liczyć na 7 godzin z małym hakiem, a na WiFi wielu z Was powinno przebić magiczną barierę 9 godzin. Te wyniki mogą odrobinę wzrosnąć, jeśli będziecie umiejętnie korzystać z trybów oszczędzania baterii, które dostarcza producent, ale też naturalnie mogą odrobinę zmaleć. Gry, materiały VOD czy pliki z YouTube’a w najwyższej jakości to woda na młyn, które znacząco uszczuplą słupek naładowania baterii.

W ostatecznym rozrachunku, będę jednak bardzo mocno chwalił ten akumulator. Huawei pokazał się tutaj z bardzo dobrej strony, a kolejne aktualizacje, które docierały na urządzenie zdecydowanie sprzyjały wykręcaniu coraz to lepszych czasów na jednym cyklu ładowania. Jeśli na takie wyniki pozwala Mate 20 Lite, to na miejscu wielu konkurencyjnych firm obawiałbym się o to, na co będzie stać Huawei Mate 20, którego powinniśmy zobaczyć już za paręnaście dni.

System i wydajność

Całość pracuje pod kontrolą Androida 8.1 Oreo, który został zmodyfikowany o nakładkę EMUI w wersji 8.2.0. W chwili pisania tej recenzji smartfon posiadał zabezpieczenia datowane na lipiec tego roku. Owszem, może nie są to najnowsze łatki, jednak Mate 20 Lite, to relatywnie nowy produkt. Dajmy producentowi odrobinkę czasu na optymalizację i wdrażanie kolejnych aktualizacji systemowych. Wypada też wzmiankować o tym, że podczas moich testów telefon otrzymał kilka aktualizacji, także na tym polu widać już pewien stały progres.

Specyfikacja techniczna:

  • Procesor: Kirin 710,
  • Układ graficzny: Mali G-51,
  • Pamięć RAM: 4 GB,
  • Pamięć na pliki użytkownika: 64 GB,
  • Wsparcie dla karty SD: tak,
  • NFC: tak
  • System operacyjny: Android 8.1 Oreo + EMUI 8.2

Zwraca uwagę nowy Kirin 710, który jest naprawdę mocnym „średniakiem” w portfolio marki. Myliłby się jednak każdy, kto stwierdziłby, że producent wrzucił w Mate’a 20 Lite jakiś tam średni procesor, dograł Androida Oreo ze swoją nakładką i niech się dzieje. Urządzenie działa naprawdę bardzo płynnie i w zasadzie nie udało mi się doprowadzić go do zadyszki. Jeśli były jakieś problemy, to zostały one wręcz wzorowo rozwiązane przez aktualizacje, dlatego też nie powiem złego słowa na płynność oraz kulturę pracy.

Spokojnie pogracie w zaawansowane graficznie gry, a dzięki pokaźnej ilości miejsca na pliki, dobrej optymalizacji i zdecydowanie wystarczającej ilości pamięci RAM nie powinniście napotkać na żadne problemy z trzymaniem aplikacji tła czy drenowaniem już zajętej pamięci. Gdyby jednak komuś z Was wydawało się, że telefon zaczyna mieć dość, to z odsieczą przychodzi rozbudowany Menedżer Telefonu, z użyciem którego szybko pozbędziecie się śmieciowych megabajtów, które zalegają w pamięci RAM.

Pochwalę też autorskie rozwiązania producenta, na czele z obsługą gestów, możliwością zmiany rozdzielczości między HD+ a Full HD+, tryb prosty czy możliwość tworzenia zabezpieczonej wzorem biometrycznym, prywatnej przestrzeni. W ten sam sposób możecie też klonować aplikacje, tworząc na telefonie konta dla kilku użytkowników. Osoby z małymi dłońmi docenią gesty, które zmniejszą obszar roboczy wyświetlacza, a zdecydowanie wszyscy mogą już zacierać dłonie na myśl o płatnościach zbliżeniowych. Tak się bowiem świetnie składa, że producent – w przeciwieństwie do części bezpośrednich rywali Mate’a 20 Lite – nie zapomniał o NFC.

Zabezpieczenia biometryczne

Mamy tutaj dość popularny duet, na jaki składa się skaner oraz możliwość odblokowania smartfona z wykorzystaniem naszej twarzy. Oba rozwiązania działają bardzo dobrze, jednak jestem Wam winien nieco dłuższy opis poszczególnych trybów. Zatem, rozpocznijmy od skanera. Jest to moduł wklęsły, a Huawei już od pewnego czasu słynie z niesamowitej szybkości pracy swoich czujników biometrycznych. Mogę Was teraz poinformować, że skaner w omawianym produkcie przejął wszystkie najlepsze cechy – jest szybki, bardzo dokładny oraz wręcz idealnie ulokowany.

Nieco obawiałem się o tryb odblokowania urządzenia twarzą, jednak ku mojemu zdziwieniu ten radzi sobie naprawdę dobrze. To kolejny aspekt, gdzie w zasadzie nie witać tego, że jest to smartfon w wersji Lite. Zdecydowanie ucieszyło mnie to, że urządzenie nawet przy przeciętnym oświetleniu robi co może i te próby zazwyczaj nie trwają długo. Co jednak najważniejsze, kończą się one powodzeniem, czyli odblokowaniem urządzenia. Jak zwykle, po paru dniach wróciłem do skanera, bowiem ta technologia wydaje mi się jednak być o wiele bardziej dojrzałą.

Nie ukrywam jednak, że pewną rolę odegrały także gesty, które producent przypisał do tego modułu. Z wykorzystaniem skanera możemy m.in. nawigować górną belką nawigacyjną, przeglądać galerię czy odbierać połączenia. No i to właśnie ten czujnik biometryczny jest tym dominującym, który pozwala szybko przełączać się między prywatnymi plikami, a wydzielonymi kontami dla poszczególnych użytkowników smartfona. Nie namawiam Was, ale tak rozbudowany skaner nie powinien pozostać nieużywany 😉

Multimedia i aparat w Huawei Mate 20 Lite

Pojedynczy głośnik gra średnio. Nie oszukujmy się, są telefony głośniejsze, jednak wypada też zauważyć, że można wskazać szereg urządzeń, których głośność maksymalna jest odczuwalnie niższa. Lokalizacja – jak zawsze – wymusi na Was konieczność radzenia sobie ze stłamszonym dźwiękiem podczas grania w gry lub podczas oglądania materiałów VOD, gdy będziecie trzymać telefon w orientacji poziomej i – na przykład – zapomnicie zabrać ze sobą słuchawek.

Pozostając w kontekście słuchawek, tradycjonaliści docenią port słuchawkowy oraz kilka fajnych trybów, które pozwolą Wam nieco podkręcić jakość brzmienia. Wydaje mi się, że melomani nie powinni narzekać na jakość warstwy audio na słuchawkach. Telefon radzi sobie dobrze, na czwórkę z takim solidnym plusem. W ostatecznym rozrachunku, brzmienie prezentuje się nieźle, chociaż Mate 20 Lite dołącza do grona urządzeń, które z niezrozumiałych dla mnie względów stronią od głośników stereofonicznych.

Aparat natomiast prezentuje się zdecydowanie dobrze. Mamy tutaj dość ciekawy duet 20 Mpix ze światłem f/1.8 + 2 Mpix jako dedykowany aparat do głębi, tak zwanego efektu bokeh. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, wedle którego największą robotę wykonuje tutaj nie duet matryc głównych, ale znacząco podciągnięte oprogramowanie. Nie sposób nie pochwalić trybu AI, który samodzielnie dopasowuje zdjęcia do najlepszych – zdaniem oprogramowania – warunków oświetleniowych, a przysłowiową wisienką na torcie jest jest rozbudowany tryb nocny oraz zwolnione tempo dla wideo.

Tryb nocny do tej pory zdawał się być narzędziem przeznaczonym raczej dla nieco droższych (czyli w założeniu, lepszych) urządzeń, a tu miła niespodzianka. Nie dość, że tryb nocny jest na pokładzie, to jeszcze jest to narzędzie, które bez trudu pozwoli Wam wykręcić fotki ostre i szczegółowe. Zwolnione tempo pozwoli Wam nagrywać w jakości HD maksymalnie przy 480 klatkach na sekundę (FPS). W tej samej rozdzielczości dostajecie też możliwość nagrywania przy 120 klatkach na sekundę, jednak nie będę zdziwiony, jeśli wielu z Was postawi na większość ilość klatek na sekundę.

Tryb Lite dał o sobie znać w zakładce Film. W telefonie, który kosztuje ~1500 PLN nie odnajdziemy bowiem możliwości nagrywania w 4K. Huawei daje nam „tylko” rozdzielczość Full HD, choć miłym akcentem jest możliwość nagrywania w 60 klatkach na sekundę. Szkoda, że Full HD przy 60 FPS-ach nie wspiera stabilizowania kadru. „Zwykłe” Full HD radzi sobie na tym polu nieco lepiej. Mimo wszystko, z marketingowego punktu widzenia, brak 4K pozwolę sobie uznać za doprawdy niedużą wadę smartfona.

Na plus natomiast Obiektyw AR, czyli pewnego rodzaju namiastka rzeczywistości rozszerzonej. Możemy nanieść na kadr kilka przygotowanych przez Huawei animacji, które mogą być całkiem fajnym urozmaiceniem dla najmłodszych. Dostajemy też 3D Qmoji, czyli animowane zwierzaki, garść teł oraz kilka innych rozwiązań, które stanowią pewnego rodzaju urozmaicenie. Pochwała dla 3D Qmoji za to, że ruch naszych ust czy oczu jest łapany całkiem umiejętnie, przez co animacja wygląda przyjemnie dla oka.

Frontowa kamera to duet 24 Mpix + 2 Mpix i jest to duet dobry, na pewno wystarczający. Bez trudu wykręcicie zdjęcia ostre, szczegółowe, a na dodatek takie, które będą oferować wiarygodnie wyglądające rozmyte tło. Widać, że ta 2-megapikselowa kamerka, tak samo z tyłu jak i na froncie, to nie przypadek. W ostatecznym rozrachunku, większość z Was powinna być więcej niż zadowolona z możliwości trybu foto. Wideo nie jest złe, ale brak 4K czy przeciętna stabilizacja obrazu to rzeczy do poprawy.

Moduły i łączność

Na pewno plus za (hybrydowego) DualSIM’a oraz za NFC. Te dwie technologie wcale nie są tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza dla urządzeń, które mają dopisek „Lite” w nazwie. Nie można narzekać na GPS’a, który zbiera się bardzo szybko, a na dodatek bardzo wiarygodnie i bez dużych odchyleń prezentuje przebytą trasę. Polubicie też zakładkę „Zarządzania kartami SIM”, która dodatkowo pozwoli Wam płynnie zarządzać Waszymi kartami SIM oraz przypisywaniem im określonych cech i zadań.

Podczas moich testów smartfon ładnie sobie radził z łącznością zarówno w rejonach przygranicznych, jak i w aglomeracjach. Zasięg trzymany był dobrze, a w trakcie rozmów nie można było narzekać na ich jakość. Co mnie szczególnie ucieszyło, tryb głośnomówiący również zdołał się obronić. Generalnie, trudno tutaj na coś narzekać. Huawei Mate 20 Lite pokazał się naprawdę dobrze.

Huawei Mate 20 Lite – jak wypada w podsumowaniu

Nowy Mate 20 Lite, to telefon pozornie bardzo łatwy w ocenie. Mało wad, sporo ciekawych rozwiązań, więc wydawałoby się, że można go po prostu pochwalić i zachęcić Was do zakupu, prawda? No, w zasadzie tak, ale wypada zwrócić też Waszą uwagę na jedną rzecz, która jakoś tak uciekała nam przez cały ten test. Chodzi oczywiście o cenę, która wynosi 1599 złotych. To nie jest mało pieniędzy. A w takiej kwocie można już dosłownie przebierać w ciekawych smartfonach.

Żeby było jeszcze ciekawiej, nawet Huawei daje nam całkiem duży wybór ciekawych konstrukcji w tej cenie. Jesteście jednak we wpisie, gdzie dyskutujemy o Mate 20 Lite. Zatem, pora wrócić na ziemię i z gdybania o tym, co jeszcze można kupić w tej cenie pora przejść do odpowiedzi na najważniejsze pytanie: czy jest to produkt wart Waszego zaufania i Waszych pieniędzy? Tak, jak najbardziej. Smartfon broni się wieloma dobrymi rozwiązaniami, które w dłuższej perspektywie czasowej powinniście docenić.

Huawei Mate 20 Lite /fot: własne

Świetny, bliski ideału wyświetlacz, NFC, bardzo dobry kwartet aparatów, tak samo z tyłu jak i na froncie urządzenia, zdecydowanie dobra bateria. Przekonuje mnie atrakcyjny design, kilka ładnych szlifów na pleckach, dzięki którym urządzenie wyróżnia się nieco z tłumu. Z rzeczy, które nie przypadły mi do gustu wskażę na pojedynczy głośnik, kompromisy w trybie wideo oraz anonimowe – jeśli w ogóle obecne – szkło ochronne. Ta ostatnia kwestia wymusi na Was zakup case’a lub dedykowanego szkła ochronnego, co nieco zwiększy kwotę łączną zakupu.

W ostatecznym rozrachunku, warto. Warto, przy założeniu, że wcześniej dokładnie rozeznacie swoje opcje i stwierdzicie, że zalety i słabostki Huawei Mate 20 Lite rozkładają się w taki sposób, że smartfon idealnie spełni Wasze oczekiwania. I coś mi podpowiada, że takich osób będzie naprawdę bardzo dużo. Huawei po raz kolejny zdołał obronić swój produkt. Brawo.

Plusy/minusy

+ bardzo dobra jakość wykonania,

+ świetny, jasny ekran z wieloma dedykowanymi trybami,

+ więcej niż zadowalająca specyfikacja techniczna,

+ …i taka sama kultura pracy i wydajność,

+ bardzo dobre możliwości aparatów, choć zwłaszcza w trybie foto,

+ ciekawe urozmaicenie w postaci Obiektywu AR i trybu AI,

+ DualSIM, choć hybrydowy,

+ zdecydowanie warta pochwały bateria.

 

– pojedynczy, średnio grający głośnik główny,

– brak precyzyjnej informacji o zastosowanym tworzywie ochronnym,

– mimo wszystko, kompromisy w trybie wideo,

– wystające aparaty główne.