Samsung Galaxy S10e – czy warto kupić w 2020 roku?


W zeszłym roku Samsung zaskoczył wielu obserwatorów branży, gdy po raz pierwszy w swojej długiej historii wypuścił flagowca „w wersji Lite”. Urządzenie zostało przyjęte przez rynek dobrze i cieszyło się sporym zainteresowaniem. Czy wciąż warto dać mu szansę?


Samsung Galaxy S10e – obudowa

Kolory, kolory, kolory. To główny wyróżnik tego smartfona. Jest ich naprawdę sporo, a jednym z tych, które najbardziej przyciągają uwagę jest oczywiście żółty. W mojej opinii, jest to ciekawy zabieg, który można ocenić pozytywnie. Firma nikogo nie zmusza do zakupu odważnych barw. Na rynku są też tradycyjne, „bezpieczne warianty”, które przypadną do gustu osobom nieco bardziej tradycyjnym. Gabaryty pozwalają kwalifikować to urządzenie jako kompaktowe. Bez trudu można obsługiwać go jedną ręką.

Układ przycisków na obudowie jest dość przewidywalny. Na lewej ramce mamy przycisk Power i klawisze regulacji głośności. Na prawej ramce znalazł się – co niezbyt mi się podoba – skaner linii papilarnych. Nie jest to najlepsze miejsce na świecie i po pewnym czasie z tym telefonem jestem tej opinii dość pewien. Na dole standardowo mamy USB-C oraz moduł głośnika. Docenicie to, że aparat główny na tylnej ramce obudowy w bardzo niewielkim stopniu wystaje ponad bryłę. To na duży plus.

Ekran w Samsungu Galaxy S10e

5,8-calowy AMOLED, który pracuje w rozdzielczości 2280 x1080 pikseli to bardzo fajny zestaw. Samsung słynie z bardzo dobrej jakości wyświetlaczy i nie inaczej jest tym razem. Poziomy regulacji barw są świetne, a jako że smartfon nie miał chronionego modułu ekranu przez żadne szkło ochronne czy folię, mogę Was także w tym miejscu zapewnić, że telefon zniósł próbę czasu bardzo dobrze. W tym aspekcie jest to poziom wręcz flagowy.

W 2019 roku kontrowersje wzbudzała dziurka w wyświetlaczu. To taka mała sztuczka. Samsung niby nie zastosował notcha, którego w branży spopularyzowało Apple, ale w mojej opinii stworzył nowy, równie tandetny trend, który w 2020 roku niestety wciąż jest oecny w branży. Jeśli taka ingerencja w ekran Wam nie przeszkadza, żadnych innych słabostek nie mogę się tutaj dopatrzeć. Jeśli jednak macie alergię na takie pomysły producentów, to… niestety macie problem, bo w 2020 roku jest ich coraz więcej 🙁

Kultura pracy Samsunga Galaxy S10e po czasie

Urządzenie dostało naprawdę dobre podzespoły. Exynos 9820 z 6 GB pamięci RAM i 128 GB na dane to wciąż mocne podzespoły. Urządzenie debiutowało na Androidzie 9 Pie z nakładką One UI 1.1. Można domniemywać, że smartfon nie będzie aktualizowany w takim samym tempie, jak pozostałe flagowce z rodziny S10, a raczej zawsze będzie o krok za tymi „pełnoprawnymi” flagowcami. Jest to oczywiście cena, jaką ponosimy, kupując „Lite’a na sterydach”.

Czy powiedziałbym, że dziś, w 2020 roku, ta specyfikacja jest słaba? Nie. Wciąż można pograć w gry na wysokich detalach i cieszyć się z ich bardzo wysokiej płynności. Urządzenie było czyszczone do zera (do ustawień fabrycznych) tylko raz, w okolicach listopada – na skutek zmiany właściciela. Mogę zapewnić Was, że wciąż działa dobrze, nie pojawiają się lagi i bardzo trudno dopatrzyć się tutaj jakichś negatywnych zachowań smartfona. Jest naprawdę dobrze, w dużej mierze wręcz flagowo.

Biometryka w Samsungu Galaxy S10e

Oj, mam problem z tym skanerem. Niby jest czujny i zbiera się bardzo szybko,ale jego ulokowanie na bocznej ramce obudowy wymogło pewne kompromisy, pośród których największym zdaje się być bardzo mały obszar roboczy. Co to oznacza? Ano po prostu tyle, że bardzo łatwo o pomyłkę i złe zczytanie zeskanowanego palca. Można z tym walczyć, skanując jeden palec wzorcowo kilka razy, ale w mojej opinii, przynosi to średnie efekty.

Technologia rozpoznawania twarzy jest skomponowana zaskakująco dobrze. I to pomimo tego, że w dużej mierze opiera się ona tylko na 10 Mpix kamerce selfie. W ciągu dnia, bez względu na to czy świeci słońce czy pada deszcz, technologia radzi sobie bardzo dobrze i nie ma podstaw do narzekań. Nieco gorzej robi się po zmroku. Właśnie wtedy wychodzi, że jest to jednak S10e, a nie pełnoprawny flagowiec. Kwestię zabezpieczeń biometrycznych oceniam na czwórkę.

Samsung Galaxy S10e – audio i aparat

Samsung dorzucił do pieca i nawet w telefonie z nieco niższej półki zmieścił genialnie grające głośniki stereofoniczne. Mam porównanie z nieco starszym układem stereo z Note 9 i z czystym sumieniem  mogę stwierdzić, że do S10e inżynierowie odpowiadający za audio przyłożyli się o wiele bardziej. Czapki z głów, jest naprawdę dobrze. Pozytywne wrażenia zapewniają też rozbudowane funkcje ustawień dźwięku, z equalizerem na czele. Tradycjonalistów w świecie audio ucieszy ocalenie portu słuchawkowego 3,5 mm.

Aparat główny to w pewnym sensie kwintesencja „starej szkoły Samsunga”. 12 Mpix z mechaniczną zmienną przesłoną f/1.5 lub f/2.4 i 16 Mpix szeroki kąt to zestaw, jaki w wielu różnych konfiguracjach przewijał się przez smartfony tego producenta od kilku dobrych lat. Postawię ryzykowną tezę, wedle której zdjęcia często są na poziomie zbliżonym do tego, jaki zapewnia przywołany we wcześniejszym akapicie, Note 9. Oznacza to, że w ciągu dnia nie ma żadnych podstaw do narzekań. A w nocy? Cóż… szału nie ma, ale źle też nie jest 🙂

Czy warto kupić Samsunga Galaxy S10e w 2020 roku?

W mojej opinii, warto. Jednak tylko wtedy, jeśli szukacie urządzenia kompaktowego z możliwie wysokiej półki. Zabawne, ale ten 5,8-calowy smartfon może uchodzić wręcz za malucha na tle niemal 7-calowych patelni, jakie już od pewnego czasu zaczynają dominować na rynku. Urządzenie wygląda świetnie, oferuje sensowną specyfikację techniczną, genialną stereofonię, bardzo dobrej jakości ekran i całkiem niezły w swoim czasie (SoT powyżej 5 godzin spokojnie jest do wykręcenia) akumulator.

Niestety, ale do ideału trochę zabrakło. Dziwi brak diody powiadomień, a także zintegrowany z Powerem, skaner linii papilarnych, którego mimo wielkich chęci, nie mogę ocenić pozytywnie. Pamiętajcie też o tym, że duet 12 + 16 Mpix swoje najlepsze lata ma już za sobą i o ile bez trudu wykonacie świetne zdjęcie ze słonecznej plaży, o tyle widok miasta nocą może już być nieco oderwany od standardów, do jakich przyzwyczaiły nas lepsze smartfony.