Od parunastu dobrych lat, rok w rok słyszeliśmy dwie tezy: kolejny rok będzie rokiem Linuxa i „era komputerów PC się kończy”. Ostatnie dni 2019 roku to chyba świetny czas ku temu, aby pochylić się nad tymi sprawami. 

Słowem wstępu…

Mój pierwszy komputer pracował pod kontrolą Windowsa 95. Wcześniej przez pewien czas miałem przyjemność bawić się C64, jednak – w dużej mierze z racji wieku – bardziej przemawiała do mnie konsola Pegasus. W branżę PC „na poważnie” wszedłem wraz z przywołanym wyżej, Windowsem. Ach, piękne czasy. Internet, który był tak przeraźliwie drogi, że kilka-kilkanaście minut dziennie to było prawdziwe marzenie. 0202122 logowanie i hasło na standardowe dane: „ppp” i ten dźwięk „wdzwaniania się” modemu.

Pokochałem sieć, gry komputerowe i możliwości, jakie niosła ze sobą ta technologia. Szczerze mówiąc, chyba tak trochę z wzajemnością. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że nastanie taki czas, kiedy ludzie nie będą wykorzystywać do surfowania po sieci komputerów, po prostu bym się roześmiał. Tak to czasem bywa, że myślimy albo strasznie „krótkodystansowo”, albo wybiegamy w przyszłość zbyt daleko.

Doskonale obrazują to rysunki, jakie rysowaliśmy w szkołach jako dzieci. Niestety, ale gdzieś przy kolejnym remoncie moja wizja świata w roku 2010 znikła, ale doskonale pamiętam, że – tak samo, jak większość kolegów ze szkoły – narysowałem tam latające samochody i strzeliste budynki, które przebijały się przez chmury. O ile takich budynków można doszukać się już całkiem sporo, o tyle z powszechnym dostępem do latających samochodów raczej nie udało mi się wstrzelić w rynek 🙂 To przydługie porównanie dość dobrze obrazuje to, że czasem od wielkiej rewolucji dzieli nas tak niewielki krok, że nawet go nie dostrzegamy.

Cześć, Symbianie

Wystarczyło paręnaście lat, aby „bezsystemowce”, czyli te proste telefony komórkowe ze stosunkowo małym ekranem i fizyczną klawiaturą, bardzo płynnie ewoluowały. Wojowała Bada OS od Samsunga, wojował Symbian, Windows Mobile, a na końcu przyszedł Apple iOS, za nim Android i po prostu pozamiatali. W międzyczasie stopniowo byliśmy przygotowani do daleko idących zmian. Powiedzmy sobie szczerze, nawet na poczciwym Sony Ericssonie K800i można było w miarę komfortowo surfować po sieci.

Swoją robotę wykonały też mobilne wersje przeglądarek na czele z Operą, która w swoich czasach wyprzedziła epokę. Przynajmniej według mnie. Ważnym czynnikiem był też dynamiczny rozwój infrastruktury telefonii komórkowej. Zmiany postępowały tak szybko, że nawet tak stary wyjadacz tego segmentu rynku, jak ja, nie potrafi już podać dokładnej daty, kiedy przeszliśmy z łączności 3G na 4G. Obecnie LTE towarzyszy nam niemal każdego dnia. Żeby było jeszcze ciekawiej, jesteśmy już u progu kolejnej wielkiej rewolucji. 5G powinno pojawić się w Polsce już za jakieś dwa lata.

I gdzieś po drodze, wraz z tymi wszystkimi zmianami, zaczęliśmy trochę odchodzić od tego wspaniałego urządzenia, które pokazało nam kiedyś, na czym polegają te całe internety. Oczywiście, komputery PC rozwijają się cały czas, na pewno nie stoją one w miejscu, jednak kluczową rolę zdaje się odgrywać mobilność. Najpierw przyzwyczajono nas do coraz lepszych i coraz bardziej atrakcyjnych cenowo, laptopów, a później – wraz z wprowadzeniem na rynek nowszych generacji smartfonów – ruszyła prawdziwa lawina.

Dzień bez komputera? Nie sądzę

Mimo tego, że w dużej mierze jestem zsynchronizowany z moim smartfonem, jestem dość daleki od stwierdzenia, że rewolucja mobilna dokonała się już w pełni. Jasne, zdecydowana większość ruchu sieciowego to zasługa smartfonów i tabletów, jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej skłaniam się ku temu, że jest to podział do pewnego stopnia sztuczny. Wydaje mi się, że tak naprawdę era post-PC nigdy nie nadejdzie. A przynajmniej dla osób, które patrzą na branżę z perspektywy twórcy treści, nie ich odbiorcy.

Przez moje palce przeszło już parę tysięcy tekstów różnej długości i szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tworzyć ich na malutkim, 6-calowym ekranie telefonu. Jasne, czasem uda się na szybko poprawić w ten sposób jakiś tekst, jednak są to sytuacje odosobnione. O ile potrafię pisać z wykorzystaniem laptopa, bo taka mobilność naprawdę do mnie przemawia, o tyle wynalazki pokroju mini-klawiatury to jednak wciąż nie jest to. Wierzcie mi, próbowałem. Nie raz i nie dwa razy.

Właśnie z tego względu skłaniam się ku stwierdzeniu, jakie zasygnalizowałem Wam już wcześniej. Rynek smartfonów będzie zwyżkował, bo ilość osób, które konsumują słowo pisane w sieci rośnie bardzo szybko. Jednak czy to pod kątem analizy wyników serwisu w Google Analytics, czy pod kątem pracy w WordPressie, laptopy i komputery PC mogą być spokojne. Naprawdę spokojne. Oczywiście, kiedyś ktoś wymyśli jakiś genialny zamiennik, który wreszcie zakończy erę komputerów, jakie znamy od lat, jednak coś podpowiada mi, że na tę chwilę trochę sobie jeszcze poczekamy. Podobnie, jak na przywołany we wstępie rok Linuxa 🙂