Pojedynczy moduł głośnika to cecha, która wciąż występuje często. Trzeba jednak wiedzieć, że „głośnik głośnikowi nierówny”. Co to oznacza w praktyce?

Słowem wstępu…

Parę lat temu smartfony oferowały tylko głośnik mono. Zwykle lokowany był on na dolnej ramie konstrukcji. Miało to kilka zalet, jednak po czasie stwierdzam, że dominowały wady. Głośnik można było łatwo zakryć dłonią, efektem czego dźwięk był stłamszony. Problem idealnie rozwiązywała stereofonia, jednak takie rozwiązanie zwykle podnosiło cenę urządzenia.

Naturalnym krokiem w ewolucji telefonów była więc era stereofonii. Tutaj także wiele firm podchodziło do tego zagadnienia nieszablonowo. Niektórzy lokowali dwa głośniki na dolnej i górnej ramce, inni na froncie, a jeszcze inni stawiali na kompromis w postaci wsparcia głośnika wiodącego przez głośniczek ulokowany w mikrofonie do rozmów. Po latach pojawiły się jednak inne sposoby, by troszczyć się o jakość brzmienia.

Motorola zmienia zasady gry

Nie ukrywam, że najbardziej podobał, a w sumie to wciąż mi si3ę podoba, patent, jaki wdrożyła Motka. Pojedynczy głośnik mono ulokowany na froncie to marzenie wielu osób. Głośnika niemal nie dało się zakryć dłonią w typowym użytkowaniu, a dźwięk frontalny bajecznie radził sobie na przykład w grach czy podczas oglądania filmów czy seriali z usług VOD.

Niestety, nikt poza producentem nie rozwinął tego patentu. Zdecydowana większość konkurencyjnych marek wciąż obstawała brzy głośniku ulokowanym na dolnej ramie obudowy, nieopodal modułu ładowania. Czasem pojawiały się innowacje, jak na przykład głośnik ulokowany na bocznej ramce obudowy, jednak nie przyjęły się one zbyt dobrze. A szkoda.

Teraz wszyscy są powtarzalni i schematyczni

Z pewnym smutkiem muszę zauważyć, że rywalizacja o najlepsze nagłośnienie obrała jakiś dziwny tor, którego do końca nie rozumiem. Część flagowców oferuje pełnoprawną stereofonię, ale wielkki come back notują konstrukcje z głośnikiem mono. I tak, mówimy tu o telefonach drogich, które w chwili debiutu spokojnie przekraczały kwotę 2500 złotych. Ot, taki Huawei P30 Pro. Telefon niemal kompletny.

Niemal, bo głośnik mono, mimo tego, że gra naprawdę dobrze, to jednak pewnego rodzaju nieporozumienie. Huawei pozamiatał jeszcze wcześniej. Pamiętacie Mate’a 20 pro? Urządzenie, które miało aparat bliski doskonałości? Tam firma zaimplementowała głośnik w… porcie ładowarki. Absurdalne i delikatnie mówiąc nie do końca trafione rozwiązanie.

W 2020 roku nikt póki co nie wymyślił żadnej nowej „sensacyjnej” lokalizacji dla głośnika, ale widać wyraźnie, że firmy odpuszczają ten segment rynku. Motorola zmieniła tory i – tak samo jak inni – stawia na głośnik ulokowany na dolnej ramce obudowy. Szkoda. Żyjemy w takich czasach, kiedy indywidualność zdaje się nie do końca popłacać. Nie wiem, co skłoniło firmę do zmiany, ale teraz smartfony z logo Motki są takie same, jak innych firm. Nawet design jest zbliżony do konkurencji.

Co przyniesie przyszłość?

Mam wrażenie, że wchodzimy w etap polaryzacji. Nie udało się wyciąć w pień portu audio 3,5 mm, bo użytkownicy wciąż cenią ten standard łączności. Nie udało się namówić nas do rezygnacji z układu stereo, bowiem świetny dźwięk, to wyróżnik i wielki atut. Zatem, z czego w najbliższym czasie zrezygnujemy?

Dostajemy coraz lepsze aparaty, ale akumulatory nie zawsze rosną wprost proporcjonalnie do nowości, jakie daje potrójna czy poczwórna matryca główna. Ekran z notchem zastępuje powoli dziurka w ekranie, a nawigację przyciskami funkcyjnymi często zamieniamy na gesty. Zatem, kto lub co zastąpi głośnik mono? I kiedy to się stanie. Mam wrażenie, że odpowiedź na to pytanie nadejdzie już niebawem.