Dobry aparat w smartfonie, to temat rzeka. Gdy już wydaje nam się, że mamy naprawdę solidną matrycę, to zawsze ktoś pokazuje, że można stworzyć lepszą, dokładniejszą. A może to my podchodzimy do tego źle?

Słowem wstępu…

Zakochałem się w telefonach komórkowych z aparatem już bardzo dawno temu. O ile sięgam pamięcią, pierwsza komórka z trybem foto, jaką miałem, to wiekowy Sony Ericsson T610. Tamta matryca potrafiła tyle co nic, jednak kiedyś to była naprawdę wielka rewolucja w branży mobilnej. Ach, stare dobre czasy. Aż chce się powiedzieć „kiedyś to było”. Daruję Wam jednak długą historię stojącą za tym, od kiedy tak stary wyga jak ja, działa w świecie telefonii komórkowej.

Wszystkie kolejne nowości, bez względu na to, czy mówimy o telefonach komórkowych czy o smartfonach, skupiają się na niemal tej samej osi zmian. Albo dostajemy lepszy aparat główny, albo aplikację aparatu i oprogramowanie zarządzające tym modułem. To dość oczywiste, jednak po latach stwierdzam, że chyba coś tutaj poszło nie tak. Dobrym przykładem, który pośrednio potwierdza tę tezę jest to, że znam osoby, które z gorszych urządzeń niż moje, bez trudu wykręcają o wiele lepsze, ocierające się o majstersztyk, zdjęcia.

Oczywiście, chcę robić fotki coraz lepsze. Ćwiczę. Eksperymentuję z filtrami, z efektem bokeh, a od pewnego czasu także i z trybem nocnym. I widzę, że im więcej czasu poświęcam swoim zdjęciom, tym chętniej te odwdzięczają mi się tym, że są coraz lepsze. Potrafię rozpoznać dobre światło do wykonania zdjęcia smartfonem, tak samo, jak nauczyłem się już odpowiednio ustawiać, gdy strzelam fotkę pod światło. Niestety, czasem, gdy rozglądam się wokół siebie, odnoszę wrażenie, że jestem w mniejszości.

Jedno zdjęcie, jedna próba?

Spójrzcie czasem na osoby, które wykonują zdjęcia na wakacjach, na przykład nad morzem czy w górach. Tu nie chodzi o to, że mam się za jakiegoś PRO fotografa, bo – jak pisałem wyżej – są osoby, do których nie mam startu. Wiem też, że gdybym wrzucił część z tych swoich rzekomo idealnych fotek na fora dla zawodowców, to najpewniej szybko okazałoby się, że wiele rzeczy zrobiłem źle, wbrew podstawowym zasadom. Akceptuję to i nie mam z tym problemu.

Zmierzam jednak do tego, że czasem aż włos na głowie staje, gdy można zobaczyć, jak niedbale podchodzimy do fotografowania interesującego nas widoku. Punkt ostrości istnieje tylko na papierze, a smartfon trzymany w pionie to największy koszmar telewizora, na którym chcemy potem pokazywać te zdjęcia z urlopu znajomym. O „palcu w kadrze” czy ustawianiu urządzenia idealnie tak, by fotkę „przepaliło” słońce, już nawet nie mówię.

Wydaje mi się, że producenci dostrzegli ten problem, bowiem w wielu telefonach mamy obecnie elementy sztucznej inteligencji, które korygują ustawienia i dopasowują je do warunków otoczenia, czasem niejako wbrew woli użytkownika. Nie macie jednak takiego wrażenia, że nawet najlepszy aparat w smartfonie nie zawsze zamaskuje błędy po stronie użytkownika? Szczerze mówiąc, gdyby nie kończąca się polityka aktualizacji dla mojego Samsunga Galaxy S8, to nawet nie pomyślałbym o zmianie urządzenia.

Aparat to jedno, ale to, w czyich jest on dłoniach, to zupełnie inna para kaloszy. Może lepiej byłoby w jakiś sposób przygotować użytkownika końcowego do tego, aby ten wykonywał zdjęcia z nieco większą dokładnością, starannością? Na pewno jest to niezwykle trudne zadanie, jednak nie określiłbym go mianem niemożliwego. Nie w XXI wieku, nie na przełomie 2019 i 2020 roku. Przecież takie e-szkolenie (być może połączone z programem rabatowym na akcesoria) można przeprowadzić nawet przez sieć.

Przyszłość to człowiek czy oprogramowanie?

Na każdym kroku spotykamy się z tym, że z coraz to większej liczby zadań jesteśmy wyręczani. To świetna sprawa. Możemy poczuć się wyjątkowo, mamy wiele wolnego czasu, który możemy zagospodarować na dziesiątki różnych sposobów. Od leżenia przed telewizorem, po pisanie felietonów na Techfone.pl 🙂 A jednak, czasem dopada mnie w tym wszystkim takie przeświadczenie, że technologia, ucząc się jak może nam pomóc, jednocześnie oducza nas aktywnego działania.

I tak, chyba będziemy tkwić w tym błędnym kole. Kole, gdzie prościej jest kupić nowy, dwa razy droższy telefon, niż popracować nad swoim warsztatem i wykonywać takiej jakości zdjęcia, o której producentowi nawet się nie śniło. Aparaty będą coraz lepsze, jednak nie byłbym wcale zdziwiony, gdyby za jakieś dwa lata okazało się, że większe nakłady tak naprawdę będą przeznaczane na oprogramowanie, które nimi zarządza. Oczywiście, to wszystko w imię zadowolenia odbiorcy.

Byśmy, zarówno ja, jak i Ty, drogi czytelniku, mogli robić nudne, bo za każdym razem idealnie ostre i bajecznie rozmyte zdjęcia. Właśnie z tego powodu z wielką przyjemnością wyłączyłem sztuczną inteligencję w swojej aplikacji aparatu. Wolę poświęcić te kilka minut dłużej na dobranie parametrów zdjęcia, ale wolę też móc powiedzieć, że jest to moje zdjęcie. Ja znalazłem to miejsce, ja ustawiłem parametry fotki i nawet, jeśli zawodowcy, którzy na tej branży zjedli zęby, uznają je w dobrym układzie za przeciętne, to radość z samodzielnie wykonanej fotografii będzie moja i tylko moja. A nie moja przy współudziale SI.