Nieodłącznym elementem w zasadzie każdego smartfona pozostaje wirtualna klawiatura ekranowa. Można powiedzieć, że to właśnie klawiatura jest pewnego rodzaju „furtką”, która otwiera przed nami dostęp do internetu czy wyszukiwarki. Jak korzystamy z tej furtki?

Słowem wstępu…

Wcale nie tak dawno temu sprawa była bardzo prosta. Fizyczne klawisze i – do wyboru – albo zwykły słownik, albo T9. Czasem pojawiały się jeszcze jakieś autorskie wariacje, jednak w mojej opinii żadna nie przebiła się do szerokiej publiczności. Sprawa zmieniła się wraz z nadejściem ekranów dotykowych, bowiem był taki moment, kiedy niemal każda wiodąca firma starała się przekonać nas do wpisywania tekstu w nieco inny sposób.

Z oczywistych rzeczy, nie da się nie rozpocząć od rewelacyjnej klawiatury od Apple. Znam wiele osób, dla których jest ona absolutnie najlepsza i żadne inne rozwiązanie nawet nie ma do niej podejścia. Warto jednak odnotować, że deweloperzy skupieni wokół Androida także nie próżnowali i udało im się stworzyć wiele ciekawych rozwiązań, które znacząco wpłynęły na rynek. Ot, choćby genialny SWYPE, który dziś jest już w zasadzie standardem.

Kciuki czy palec wskazujący

Czasem, gdy patrzę, jak na klawiaturze pisze moja żona, wydaje mi się, że jestem najbardziej analogowym facetem na Ziemi. Moja lepsza połówka zakochała się w klawiaturze od Apple i często nie mogę wyjść z podziwu, jak można pisać tak szybko, na dodatek z wykorzystaniem tylko kciuków. Żeby było jeszcze zabawniej, mówimy tu o iPhone’ie 8, więc o urządzeniu, które ma dość nieduży, żeby nie powiedzieć mały, ekran.

W tym samym czasie, ja od lat jestem entuzjastą ślizgania się palcem po ekranie. Zakochałem się w SWYPE w chwili, gdy po raz pierwszy użyłem tej klawiatury na Samsungu Galaxy S i przygoda trwa do dziś. Zmieniło się chyba tylko to, że obecnie nie trzeba instalować aplikacji zewnętrznej, bowiem bazowa klawiatura od Samsunga wspiera ten tryb. Zresztą, nie jest to nic nadzwyczajnego. SwiftKey czy Klawiatura Google też są z nim zgodne.

Mam jednak takie wrażenie, że SWYPE to przede wszystkim komunikacja dla cierpliwych. Zanim ja napiszę jakiegoś długiego SMS-a lub wiadomość na komunikatorze, trochę czasu musi minąć. W tym samym czasie, moja lepsza połówka produkuje te literki w tempie zbliżonym do karabinu maszynowego. Na dodatek słownik od Apple ociera się w tym wszystkim o geniusz, więc pomyłek jest bardzo niewiele.

Raz SWYPE, zawsze SWYPE?

Mam takie wrażenie, że właśnie wprowadzanie wiadomości tekstowych to ta rzecz, której nie potrafiłbym u siebie zmienić. Marka telefonu jest bez większego znaczenia. Interfejs też można polubić. Miałem tak kiedyś z czystym Androidem, którego na początku nie trawiłem, a potem się do niego nawet przekonałem. Oczywiście, wciąż jestem zdeklarowanym fanem nakładek, na czele z Oxygen OS, MIUI i OneUI, jednak na tym polu dopuszczam już pewne kompromisy.

Czasem próbowałem napisać coś szybko na tej klawiaturze od Apple. Pisząc z wykorzystaniem kciuków. Nie wiem, jakim cudem, ale ten słownik robił naprawdę genialną robotę, bowiem czasem nawet nie trafiałem w literki, które składały się na przykład na słowo „zakupy”. Mimo wszystko, takie dziobanie kciukami po ekranie, nie jest jednak dla mnie. Odpuściłem i grzecznie wróciłem do swojego SWYPE’a. Może i wciąż nie nadążam z odpowiedziami na cały strumień SMS-ów mojej lepszej połówki, ale chociaż piszę na smartfonie w taki sposób, że jest to dla mnie w pełni wygodne i komfortowe.

Ślizgając się tym jednym, najpewniej już trochę przetartym, opuszkiem palca wskazującego po ekranie 😉