Motorola One to dość ciekawe urządzenie. Wprowadzając je na rynek, producent dość mocno namieszał w średniej półce cenowej i wypada zauważyć, że było to zamieszanie jak najbardziej pozytywne.

Motorola One – obudowa

Na początku jak zawsze podkreślam, że wrażenia dotyczą obudowy po czasie, nie „nówki” wyjętej prosto z pudełka. Warto też żebyście wiedzieli o tym, że producent niemal do każdego swojego smartfona załącza gumowego case’a. To bardzo dobry nawyk, który znacząco wpływa na zachowanie obudowy w dobrej kondycji. Nie inaczej było tym razem. Smartfon wciąż jest w użyciu u osoby z rodziny i obserwuję, że case wykonuje tam świetną robotę.

Po stronie ciekawostek mogę wskazać na to, że ten dodatkowy kawałek gumowanego tworzywa ma tendencje do zażółcania się. Nie mam pojęcia, jak z tym walczyć. Czyściłem wodą z mydłem, płynem dezynfekującym a żółty kolor, który jest szczególnie widoczny przy krawędziach, wciąż nie chce zejść. No, ale taki case to wydatek rzędu 20 złotych, a w tym smartfonie i tak był dodawany za friko. Nie można więc narzekać. Co nie powinno Was zdziwić, obudowa trzyma się świetnie. Plus za brak jakichkolwiek luzów na przyciskach funkcyjnych.

Ekran w Motoroli One po czasie

Smartfon debiutował w mrocznych czasach, kiedy wszyscy stawiali sobie za cel wrzucenie notcha, czyli „wcinki” w ekranie, który oczywiście nawiązywał do tego, co w swoim smartfonie pokazało Apple. Wygląda to po prostu brzydko, wnosi niewiele, no ale umówmy się, w Motoroli One da się do tego egzotycznego urozmaicenia przywyknąć. Mimo wszystko, chcę z całą stanowczością podkreślić, że sens wdrożenia notcha jak dla mnie jest tutaj bliski zeru.

Ekran świeci jasno, zapewnia dobre kąty, a po długim czasie pracy z urządzeniem nie widać żadnej degradacji w zakresie barw. Potwierdza to, że zastosowana matryca jest dobrej jakości. Widoczność pod słońce określiłbym na czwórkę. Nie jest źle, ale czasem trzeba przesunąć suwak jasności maksymalnie w prawo. W przeciwnej sytuacji odczytanie wiadomości czy maila może być nieco utrudnione. Jeśli przeżyjecie notcha, nie spotka Was raczej rozczarowanie.

System operacyjny w Motoroli One

Motorola One wyróżnia się tym, że jest to pierwszy telefon producenta, który jest zgodny z certyfikacją Android One. Co to oznacza? Dwie rzeczy. Primo – soft jest niemal czysty, prawie pozbawiony modyfikacji przez Motorolę. Wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki. Po drugie, co może być dla Was o wiele ważniejsze, certyfikacja Android One zapewnia trzyletnie wsparcie techniczne w zakresie aktualizacji. To rzecz warta pochwały.

Smartfon debiutował w 2018 roku, co oznacza, że ostatnia duża aktualizacja powinna przyjść w okolicach 2021 roku. Czy Moto One dostanie Androida 11? Nie wiem, jednak – co cieszy – nie można tego wykluczyć. Specyfikacja techniczna  nie zestarzała się zbyt mocno. Jasne, Snapdragon 625 to taki trochę „dziadek” wśród procesorów, jednak wciąż jest on na chodzie i oferuje niezłą kulturę pracy. W zaawansowanych grach może być już nieco gorzej, jednak to naturalna kolej rzeczy. Podsumowując, oprogramowanie oceniam na czwórkę.

Multimedia i aparat

Głośnik to idealna kwintesencja słowa „poprawny”. Nie wyróżnia się i tyle. Dźwięk słychać poprawnie, tak samo określam też jego jakość. Donośność powinna być dla Was wystarczająca. Oprogramowanie nie oferuje wielu rzucających na kolana opcji modyfikacji. Mamy raczej podstawowe ustawienia. Dobrą robotę robi port słuchawkowy audio. Po pierwsze dlatego, że jest na miejscu, a po drugie z tego względu, że na słuchawkach telefon radzi sobie poprawnie. Trudno tutaj napisać coś więcej.

Aparat główny to duet 13 Mpix (f/2.0) + 2 Mpix (f/2.4). Uczciwie wypada zauważyć, że takie matryce montowało się „w starej epoce”. Później nastąpił wielki boom na smartfony z matrycą 48 Mpix i ta różnica niestety jest widoczna. Producent wycisnął z modułu całkiem sporo, jednak nie da się po prostu nie dostrzec tego, że fotki nocne są podatne na degradację. W ciągu dnia, czwórka to jak najbardziej uczciwa nota, jednak fotki nocne – jak pisałem wcześniej – są po prostu przeciętne, żeby nie powiedzieć bylejakie.

Kamera selfie ma 8 Mpix i mimo ulokowania jej w notchu – tak, to ironia 😉 – nie rzuca na kolana. Jest OK. Tutaj raz jeszcze mógłbym wkleić akapit o tym, że zdjęcie zależne jest od doświetlenia kadru. Zdziwiło mnie jednak to, że smartfon poprawnie radzi sobie z kamuflowaniem promieni słonecznych, gdy robimy zdjęcia pod słońce. Jest naprawdę dobrze, jednak to tylko jeden z atutów, który w niczym nie burzy ogólnego odbioru tego modułu. A ten w 2020 roku określam mianem przeciętnego, balansującego między 3+ a 4 z minusem.

Czy warto kupić Motorolę One w 2020 roku?

Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Urządzenie czasem udaje się wyrwać już za 500 złotych i nie ukrywam, że w tej cenie jest to naprawdę mocny kandydat, którego warto mieć na uwadze. Smartfon oferuje wiele (a czasem nieco więcej) względem Motoroli G6, która jednak jest obecna na rynku trochę dłużej, a na dodatek nie wspiera programu Android One. Akumulator w Moto One nie zestarzał się zbytnio. Obiektywnie patrząc, 5-6 godzin SoT przeciętnego wykorzystania jest do osiągnięcia. Na więcej raczej nie liczcie.

Po stronie plusów wymieniłbym jeszcze bogate zaplecze komunikacyjne, wliczając w to NFC, port audio oraz tryb Dual SIM. Broni się też ekran, a dołączony do zestawu case to świetny sposób, by zapewnić sobie dobrą żywotność obudowy. Mimo wszystko, nie da się nie zauważyć, że procesor to typowy staruszek, a 64 GB pamięci na dane dla wielu osób może okazać się być ilością niewystarczającą. No i te przeciętne w każdym calu aparaty.

Powiedziałbym, że jeśli użytkownik nie nastawia się na gry czy zdjęcia z artystycznym pazurem, gdzie każdy detal musi być zawsze idealnie widoczny, to można rozważyć tę opcję. Nie wiem jednak, czy nie lepiej nie dołożyć 300 złotych i nie kupić nowszej, a zarazem o wiele lepszej Motoroli One Action czy One Vision. Są to konstrukcje nowsze, a zarazem takie, które spokojnie mogę określić mianem „bardziej kompletnych”. I z tą myślą Was zostawiam 🙂