Samsung Galaxy Note 9 jeszcze przez pewien czas pozostanie flagowym smartfonem z rodziny Note. Urządzenie jest konserwatywne, zachowawcze w wyglądzie i kryje w sobie szereg naprawdę mocnych podzespołów. Czy w 2019 roku wciąż warto myśleć o zakupie tego smartfona?

Obudowa Samsunga Galaxy Note 9

Tak się fajnie składa, że od pewnego czasu Note 9 to mój główny telefon. Nabyłem to urządzenie w miejsce mojego wysłużonego Samsunga Galaxy S8. Wiedziałem dokładnie, czego można się spodziewać, bowiem w kwestii zastosowanych tworzyw, oba urządzenia są całkiem podobne. Oczywiście, dominuje szkło. Note 9 jest smartfonem nowszym, więc – co nie powinno dziwić – został on zabezpieczony szkłem Corning Gorilla Glass 5. Elementy szklane łączy bardzo solidna, stylowa metalowa rama obudowy.

Zobacz też: Samsung Galaxy Note 9 – recenzja

Jeśli liczycie na telefon, który będzie cechował się sporą wytrzymałością, to z czystym sumieniem mogę Wam napisać, że dziewiąty Notatnik powinien spełnić te oczekiwania z nawiązką. Mam przyjemność korzystania z tego smartfona przez kwartał i doczekałem się tylko jednej obcierki na metalowej ramie obudowy. Owa obcierka wynika z tego, że telefon spadł mi z dość dużej wysokości na betonowe podłoże. Na szczęście szkło okazało się być całkiem wytrzymałe, efektem czego urządzenie nie dorobiło się pajączka. 

Samsung Galaxy Note 9 (fot: własne)

Kończąc, pozwolę sobie zwrócić Waszą uwagę na to, że Note 9 nie można uznać za urządzenie bardzo poręczne. To kawał smartfona, który czuć zarówno w dłoni jak i w kieszeni. Mało tego, jeśli macie małe dłonie, byłbym więcej niż zdziwiony, gdybyście byli w stanie obsługiwać Dziewiątkę z wykorzystaniem tylko jednej ręki. Czasem ta sztuka mi się udaje, jednak nie chcąc ryzykować wyślizgnięcia się konstrukcji z rąk, lepiej nawiguje się wtedy, gdy druga ręka pozostaje wolna, mogąc w każdej chwili wesprzeć chwyt.

W ujęciu wytrzymałości telefon oceniam dobrze. Oczywiście, szkło stale i niezmiennie ma duże tendencje do palcowania się, jednak matowe folie ochronne, które można kupić nawet i za paręnaście złotych, skutecznie pomagają walczyć z tym zjawiskiem. Rozmieszczenie portów jest intuicyjne, a przyciski regulacji głośności i przycisk Power ulokowane są na odpowiedniej wysokości. Rysik nie sprawia żadnych problemów, a obudowa aparatu nie wystaje zbyt mocno. Jest naprawdę dobrze.

Wyświetlacz

Ekran w Note 9 to taki trochę pomost między „starym a nowym”. Zanim dokładnie wytłumaczę, co pod tym pojęciem rozumiem, pozwólcie, że przypomnę Wam specyfikację techniczną tego modułu. Mamy tu ekran Super AMOLED o przekątnej 6,4 cala, który pracuje w rozdzielczości 2960 x 1440 pikseli. Wyświetlacz wykonano w formacie 18,5:9, zabezpieczając go przy tym szkłem ochronnym Gorilla Glass 5.

Kąty są świetne, czerń – jak we wszystkich AMOLED-ach – jest idealna, a poziom regulacji jasności minimalnej i maksymalnej powinien zadowolić nawet tych najbardziej wybrednych. Inżynierowie od Samsunga ustrzegli się też wszelkich chorób wieku dziecięcego, efektem czego biel nie wchodzi w róż czy żółć. Naprawdę, jest to jeden z lepszych ekranów, jakie można odnaleźć na rynku. Oczywiście, zgodnie z trendem, który rozpoczął Galaxy S8, boczne ramki są subtelnie zagięte.

Fot: własne

O co chodzi z tym połączeniem między „starym a nowym”? Cóż. Sprawa rozbija się o różnej maści notche, dziurki w ekranie czy łezki. Note 9 na szczęście jest wolny od tych rewolucji. Ekran ma kształt prostokąta, a kamery i czujniki biometryczne znajdują się w wydzielonej strefie na obudowie. Dla mnie to ogromny atut, bowiem rękami i nogami wzbraniałem się przed tym, aby mój telefon miał ekran o jakimś dziwnym, nieregularnym kształcie. Note 9 udowadnia, że ramki mogą być bardzo smukłe, a ekranu wcale nie trzeba obciążać jakimiś dodatkowymi wcinkami na kamerkę selfie. To atut.

Generalnie, gdybym miał podsumować dla Was ten wyświetlacz, jego ocena byłaby na wskroś pozytywna. Oczywiście doceniam technologię OLED, którą można już odnaleźć w wybranych telefonach innych producentów. Z pewnym zadowoleniem muszę odnotować, że moduł na jaki zdecydował się Samsung, wciąż trzyma świetny poziom. No i oglądanie treści VOD czy granie w gry na tak dużym ekranie to bajka 😉

System operacyjny

Samsung już dawno temu poradził sobie z regularnym wydawaniem aktualizacji. Łatki bezpieczeństwa dostarczane w cyklu miesięcznym to w zasadzie standard od którego nie ma odstępstw. Wypada zauważyć, że po drodze wpadła też aktualizacja dla Androida 9 Pie. Co ciekawe, autorska nakładka firmy, One UI, wciąż jest w wersji 1.0. Warto o tym napomknąć chociażby z tego względu, że rodzina Galaxy S10 ma już na wyposażeniu nowszą wersję nakładki, 1.1.

Bardzo mocna specyfikacja techniczna przekuwa się na to, że jakość pracy z telefonem wciąż trzyma poziom iście flagowy:

  • Procesor: Exynos 9810,
  • Grafika: Mali G72 MP18,
  • Pamięć RAM: 6 GB,
  • Pamięć na dane: 128 GB + slot SD,
  • Dual SIM: tak, hybrydowy,
  • Audio 3,5 mm: tak,
  • System operacyjny: Android 9 Pie z One UI 1.0.

Trudno przyczepić się do czegoś w kwestii kultury pracy. Samsung miał wiele czasu, by dograć swój ekosystem do perfekcji i widać, że ten czas nie został zmarnowany. Autorskie oprogramowanie producenta, na czele z galerią zdjęć czy menedżerem zarządzania są bardzo intuicyjne. Ostał się też wysuwany boczny pasek z szybkim menu kontekstowym. Jest to całkiem ciekawa „linią obrony” dla lekko zagiętych bocznych ramek.

Zobacz też: TOP 5 smartfonów od Samsunga

W zasadzie nie wiem, czy czy w 2019 roku istnieje dobry sposób, aby doprowadzić ten telefon do zadyszki czy lagowania lub spowolnień w działaniu nawet w najbardziej zaawansowanych graficznie grach. Próbowałem i urządzenie z każdej takiej próby wychodziło obronną ręką. Świetne wrażenie zostawia też po sobie bardzo bogate zaplecze komunikacyjne oraz obecność portu audio. To atut, który wielu z Was będzie sobie bardzo mocno chwalić.

Akumulator

Gdybym pisał ten materiał miesiąc temu, notą za czasy na jednym cyklu ładowaniu byłaby solidna, w pełni zasłużona piątka. Niestety, ale potem przyszła aktualizacja, która przyniosła tryb nocny w aplikacji aparatu. O ile sam tryb nocny jest niczego sobie (opowiem Wam o nim później), o tyle pierwsze dwa tygodnie po uaktualnieniu smartfona zapamiętałem zwłaszcza z tego, że ogniwo po prostu topniało w oczach.

Fot: własne

Zabawne, jak względna jest pojemność 4000 mAh. Jeśli soft jest dobrze zgrany, spokojnie można wytrzymać od rana do wieczora z dala od ładowarki. A mówimy tu o naprawdę intensywnym użytkowaniu urządzenia i wielu aplikacjach synchronizujących się po sieci LTE w tle. Ta jedna aktualizacja zmieniła naprawdę sporo. SoT (czas na ekranie) spadł z mocnych 6-7 godzin do 4-5, a ja musiałem na nowo wyrobić sobie nawyk pakowania ładowarki do kieszeni spodni.

Po jakimś czasie sytuacja unormowała się i czasy na baterii wróciły na swój optymalny poziom, jednak złe wrażenie pozostało. Samsung to firma o globalnym zasięgu i najzwyczajniej w świecie nie spodziewałem się w ich wykonaniu takiej wpadki. Nie zamierzałem czyścić urządzenia z moich danych. Od zawsze wychodzę z założenia, że aktualizacje są po to, aby przynosić nowości, które będą nas cieszyć, dodając przy tym czasem coś nowego. Mam nadzieję, że to jednorazowy błąd, który więcej się nie powtórzy. A ogniwo i jakość jego pracy oceniam na czwórkę.

Multimedia i aparat w Note 9

Ciekawostką jest obecność głośników stereofonicznych. Ma to dla mnie duże znaczenie, bowiem po przygodzie z Galaxy S8 drugi raz w życiu nie kupiłbym urządzenia, które nie wspiera tej technologii. Główny głośnik ulokowany jest na dolnej ramie obudowy, nieopodal turbiny rysika, a głośnik pomocniczy znajduje się nad ekranem. Taki duet radzi sobie całkiem dobrze. Robotę wykonują też zaawansowane ustawienia dźwięku na czele z trybem Dolby Atmos. Jeśli macie wykupioną usługę streamowania muzyki z jakieś platformy, to poświęćcie odrobinę czasu na ręczne dopasowanie ustawień dźwięku. Przekonacie się wtedy, że Note 9 gra naprawdę dobrze.

12 Mpix + 12 Mpix =

Aparat to temat na osobny wpis. Note 9 jest ofiarą wielkiej ewolucji, jaka dokonała się w świecie fotografii mobilnej pod koniec 2018 roku. Urządzenie ma wprawdzie całkiem dobry, podwójny aparat główny (12 Mpix f/1.5 lub f/2.5 + 12 Mpix teleobiektyw z f/2.4) jednak nie oszukujmy się, nie jest to gigant fotografii nocnej. O ile w ciągu dnia telefon radzi sobie świetnie i może iść łeb w łeb niemal z każdym smartfonem, jaki odnajdziemy na rynku (oczywiście pomijamy tu szeroki kąt 😉 ), o tyle w nocy widać już różnice.

Fot: własne

Nie zrozumcie mnie źle. Note 9 wciąż wykonuje zdjęcia co najmniej dobrej jakości, jednak zmiany do jakich doszło krótko po wprowadzeniu na rynek Mate’a 20 Pro pokazują, jak wygląda przyszłość fotografii mobilnej. Samsung też zdaje sobie z tego sprawę, bowiem znacząco przebudował aparat w rodzinie Galaxy S10. Bardzo dobre wrażenie zostawia po sobie tryb zaawansowany oraz wideo w 960 klatkach na sekundę.

Czy wprowadzony w drodze aktualizacji Tryb Nocny dał temu urządzeniu nowe życie w zakresie fotek nocnych? I tak i nie. Widać, że są one rozjaśniane przez oprogramowanie i nieco dłuższy czas ekspozycji, ale daleki byłbym od określenia tej funkcji jako rewolucyjnej. To miły dodatek, który daje nieduże zmiany na plus. Tak najprościej scharakteryzowałbym Tryb Nocny w Samsungu Galaxy Note 9. A aparat – w ostatecznym rozrachunku – oceniłbym na czwórkę z małym plusem.

Podsumowanie, czyli: czy warto kupić Note 9 w 2019?

Wbrew pozorom jest to bardzo trudne pytanie, na które odpowiedź ściśle wiąże się z tym, do czego używacie telefonu. Jeśli liczycie na rysik, to w zasadzie nie macie wyjścia. Jest on ciekawym bajerem, jednak – dla mnie – nigdy nie wyszedł z roli atrakcji, którą wyjmuję z telefonu raz na miesiąc tylko po to, aby porysować sobie po zdjęciach lub wykonanych screenach. Zresztą, od początku wiedziałem, że nie jest to funkcja dla której decyduję się właśnie na to urządzenie.

W ujęciu kultury pracy, Samsung Galaxy Note 9 to wciąż flagowiec pełną gębą. Tutaj nie można doczepić się dosłownie do niczego. Przemawia też do mnie autorskie oprogramowanie producenta, które Samsung zdaje się rozwijać w bardzo dobrym kierunku. Nagłośnienie, zarówno na słuchawkach jak i na głośnikach również w pełni spełniło pokładane w tym smartfonie nadzieje. Mimo pewnego niesmaku po ostatniej aktualizacji, docenię też optymalizację akumulatora oraz bardzo dobre czasy na jednym cyklu ładowania.

Samsung Galaxy Note 9 ; fot: własne

Nie potrafię Wam doradzić w kwestii aparatu. Do zdjęć dziennych czy sporadycznych fotek nocnych będzie więcej niż dobry, jednak nie da się nie zauważyć, że nowsze konstrukcje oferują o wiele więcej. Zresztą, idealnym potwierdzeniem tych słów jest chociażby potencjał foto-wideo Samsunga Galaxy S10, który debiutował ledwie pół roku po premierze Note’a. Tutaj wszystko zależy już tylko i wyłącznie od Waszych preferencji.

…a zatem…

W ostatecznym rozrachunku, jestem całkiem zadowolony. Mam telefon taki, na jaki liczyłem. Stonowany, z dobrym nagłośnieniem i dobrym (ale nie bardzo dobrym) aparatem ze świetnym szybkim podwójnym zoomem. Bardzo sobie cenię idealnie prostokątny ekran bez żadnych dziurek czy łezek, który dodatkowo czaruje świetnym odwzorowaniem kolorów. Nie wiem czy kupiłbym Note’a 9 jeszcze raz, jednak na pewno nie myślę o jego szybkiej zmianie.

I niech to będzie najprostsze podsumowanie tej recenzji 🙂