Kolejne generacje smartfonów z linii Note wprowadzają szereg innowacji i zmian. Część z nich oceniam pozytywnie, jednak nie mogę tego powiedzieć o całokształcie polityki Samsunga. W związku z tym, czy Note 9 to wciąż telefon, który warto rozważyć?

Obudowa Samsunga Galaxy Note 9

Pisząc o obudowie, mam tu na myśli obudowę „po czasie”, a nie nowego egzemplarza. Zmierzam do tego, że po długim czasie z tym urządzeniem, jestem w stanie spokojnie stwierdzić, czy smartfon przetrwał próbę czasu. Dopowiem tu jeszcze, że od lat, stale i niezmiennie zabezpieczam tylko ekran urządzenia folią ochronną. Tylna ściana i boczne krawędzie muszą sobie radzić własnymi siłami 🙂 Note 9 zaliczył jakieś dwa-trzy spektakularne upadki, więc z całą pewnością warunki w jakich bywał, są dalekie od laboratoryjnych.

Do rzeczy. Szklana tylna ściana smartfona ma się dobrze. Nie udało mi się (na szczęście) przyozdobić jej ani jednym pajączkiem. Stale i niezmiennie muszę jednak zwrócić Waszą uwagę na to, że urządzenie ma spore tendencje do palcowania się. Nawet granatowa wersja kolorystyczna. Szkoda, bo na tym polu liczyłem na trochę więcej. Dorobiłem się dwóch uszczerbień na górnej ramce – to cena wspomnianych wyżej upadków. Mogło być o wiele gorzej, dlatego też wypada zauważyć, że obudowa jest po prostu wytrzymała.

Nie jestem do końca zadowolony z osadzenia przycisków Power oraz regulacji głośności. W moim egzemplarzu mają one pewne luzy i gdy poruszacie szybko telefonem jak grzechotką (aczkolwiek nie wiem, po co mielibyście robić to jakoś specjalnie często) to słychać, jak plastik uderza o metalową ramę. W smartfonie z ex-flagowym rodowodem to nie powinno się przytrafić. Tak czy inaczej, ogólny wydźwięk jest jak najbardziej pozytywny. Jakość wykonania trzyma wysoki poziom i dziewiąty Notatnik raczej nie powinien Was tutaj rozczarować. Szkło nie jest też zbyt podatne na łapanie rys.

Ekran w Samsungu Galaxy Note 9

Brawo. Po premierach Note’a 10 i rodziny Galaxy S20 twierdzę, że to ostatni „prawdziwy” ekran w Samsungu. Zmierzam oczywiście do tego, że nie ma w nim żadnego notcha czy innej śmiesznej dziurki na kamerę selfie. Jest to dla mnie całkowicie niezrozumiała polityka globalnych firm i urządzenie, które ewentualnie zastąpiłoby ten telefon w mojej kieszeni na pewno byłoby wolne od tego typu atrakcji designerskich. Note 9 tę cechę spełnia idealnie.

Jest to ekran AMOLED z którym nigdy nie było problemów. Nie wpada w róż czy zieleń, kąty są świetne, a możliwości zmiany rozdzielczości pozwalają manipulować czasem, jaki wykręcimy na jednym cyklu ładowania akumulatora. Doceniam świetną jakość barw oraz odpowiednie nasycenie kolorów nawet wtedy, gdy patrzymy na ekran pod słońce. Na sto procent nie jest to najjaśniejszy i najlepszy ekran na rynku, jednak w mojej opinii, będzie on w pełni zadowalający dla większości z Was. Za sprawą zabezpieczenia wyświetlacza folią ochronną, nie wypowiadam się tutaj o wytrzymałości modułu na potencjalne zarysowania. Folia kosztowała mnie jakieś 30 złotych i w pełni wywiązała się ze swojej roli.

Oprogramowanie Note’a 9

Od pewnego czasu niebrandowane telefony mają już Androida 10. Jeśli macie oprogramowanie wolne od modyfikacji operatorów (XEO), to oznacza, że dziesiąty Android i One UI 2.0 są już na Waszych smartfonach od co najmniej dwóch miesięcy. Exynos 9810 radzi sobie dobrze. Spokojnie mogę pograć we wszystkie gry, na czele z PUBG Mobile i wszystko działa płynnie. Doceniam też obecność 6 GB pamięci RAM. Mam takie dziwne wrażenie, że 4 GB mogłyby być zbyt niewielką ilością, jak na One UI i dziesiątki a czasem i setki apek ze Sklepu Play.

Nie jest to soft idealny. Przyznaję, że po zaktualizowaniu smartfona do Androida 10 (w drodze aktualizacji, na swoje dane zgromadzone w Androidzie 9) występowały lagi. Czasem Chrome odmawiał współpracy i trzeba było tapać na ikonę przeglądarki kilka razy zanim ta raczyła się włączyć. Przywrócenie smartfona do ustawień fabrycznych rozwiązało ten mankament. Oczywiście, wcześniej powinniście wykonać kopię zapasową swoich danych, bo w przeciwnym wypadku stracicie swoje postępy w grach, a także i fotki czy historię połączeń.

Podsumowując kwestię softu i wydajności, jest po prostu dobrze. Najnowsze plotki głoszą, że One UI 2.1 (czyli to samo, które ma już Galaxy S20 i rodzina S10) jednak trafi na Note’a 9, co na pewno warto rozpatrywać w kategoriach jak najbardziej pozytywnych. Pamiętajcie jednak o tym, że jest to smartfon, który debiutował w 2018 roku, więc jego „żywotność” w zakresie dużych aktualizacji Androida raczej nie będzie zbyt długa. Na tym polu lepiej wypadają ex-flagowe telefony z rodziny S10.

Bateria w Samsungu Galaxy Note 9

Nie ukrywam, że na początku byłem nią oczarowany. Było świetnie. No, ale migrowałem z S8, który miał opinię niezbyt wydajnego pod kątem pracy na jednym cyklu ładowania. Stare, dobre czasy 🙂 Niestety, muszę odnotować, że po długim czasie naprawdę intensywnego użytkowania Notatnika, coraz częściej przyłapuję się na tym, że muszę zerkać na stopień naładowania akumulatora. Wyniki nie są złe, ale są już nieco bardziej odległe od moich oczekiwań niż choćby rok temu.

Realnie, jeśli odpuścicie sobie multimedia, na czele z YouTube, aplikacjami VOD czy Spotify, to macie szanse na 6 godzin SoT. Podkreślam – chodzi o łączność mieszaną LTE+WiFi. Samego LTE raczej urwiecie troszkę mniej, bo jakieś 4 godziny, może odrobinę więcej. Mam do swojego Note’a 9 mały żal o to, że w zakresie pracy na baterii nie jest przewidywalny. Czasem, gdy warunki są pozornie takie same jak dzień czy dwa dni wcześniej, ogniwo pokazuje naładowanie na poziomie 40% podczas gdy trzy dni temu pokazałoby 60% czy 55%. Nie rozumiem tego. Za akumulator po czasie, czwórka. I nic więcej.

Multimedia i aparat

Zacznijmy od głośników stereo. Będzie to raczej krótki opis. Jest OK i tyle. Note 9 nigdy nie był smartfonem wybitnie muzycznym, bowiem dolny głośnik jest tym „głównym”, to nie jest układ typu 50×50. Spokojnie można w aucie odpalić Spotify, dać dźwięk na 100% wyłączyć radio i jakość brzmienia będzie dobra. Do najlepszych jednak trochę brakuje. Na tym polu także wypada odnieść się do rodziny S10, która z głośników po prostu wyciska o wiele więcej. Podsumowując, czwórka. Znowu.

Aparat to temat na osobny wpis. Ten moduł po prostu się zestarzał. W erze potrójnych aparatów głównych (a mówiąc o flagowcach, poczwórnych matrycach) Note 9 może tylko ładnie stać i się uśmiechać. Duet 12 + 12 Mpix jest OK. W ciągu dnia wykręcicie fajne zdjęcia, to więcej niż pewne. W nocy, gdy pracujecie na trybie auto, nie liczcie na wiele. Sprawę ratuje tryb nocny, jednak tutaj trzeba na kilka sekund ustabilizować urządzenie i dać mu czas na złapanie odpowiedniej ilości światła.

Niestety, ale coraz to nowe generacje smartfonów od konkurencji po prostu zmieniły układ sił na rynku, efektem czego Note 9 po prostu nie może z nimi rywalizować jak równy z równym. Zrobicie ładnie zdjęcia, nakręcicie ładne wideo w większości scenerii i… tyle. Jeśli wystarczą Wam dobre lub bardzo dobre zdjęcia, OK, urządzenie się obroni. Jeśli jednak chcecie mieć w swojej kieszeni aparat z najwyższej półki, to odpuśćcie sobie Note’a 9, żeby uniknąć rozczarowania. Paradoksalnie, w porównywalnej cenie można spokojnie kupić z 5-6 lepszych foto-telefonów różnych producentów. Warto o tym pamiętać.

Samsung Galaxy Note w 2020 roku – podsumowanie

Jeszcze w poprzednim roku kalendarzowym przyznałbym temu smartfonowi piątkę z minusem. Niestety, ale czas zawsze działa na telefony komórkowe niekorzystnie, bez względu na to czy jest to Note czy produkt innej firmy czy urządzenie z serii Galaxy S. To po prostu nieuniknione. W tym roku nic nie wskazuje na to, aby Samsung Galaxy Note 9 w moich oczach zgarnął uśrednioną wyższą ocenę aniżeli czwórkę.

Raz jest lepiej (ekran, rysik, skaner linii papilarnych) a raz gorzej (aparat, akumulator, polityka aktualizacji) i ten podział będzie narastać. Na ten moment, jeśli chcecie kupić nowego Note’a 9 ze sklepu, trzeba położyć na stół między 2400 a 2800 PLN. Od osób prywatnych można wyrwać nowego Notatnika nieco taniej. Uważam, że jest to cena, która w pewnym stopniu jest nieproporcjonalnie wysoka jak na możliwości i specyfikację techniczną.

Jeśli trafi Wam się pewne źródło i zdołacie wyrwać ten smartfon za jakieś 1800-2100 PLN, to można się zastanawiać. Zwłaszcza za sprawą świetnego ekranu, rysika oraz bardzo dobrze zoptymalizowanej nakładki One UI i bebechów które wciąż mają w sobie pewne rezerwy mocy. Jeśli jednak miałbym wydać na telefon kwotę zbliżoną do 2500 PLN, to jestem więcej niż pewien, że raczej szukałbym innych urządzeń. Zwłaszcza przez wzgląd na aparat, który niestety do najlepszych już nie należy.