Rynek akcesoriów ubieralnych – wbrew temu, co mogłoby się wydawać – jest dość mocno podzielony. Już nawet nie chodzi o poszczególne urządzenia, ale o ich odbiór przez entuzjastów nowoczesnych technologii. Bo wbrew temu, co mogłoby się wydawać, są ogromne różnice między odbiorem robudowanych smartwatchy, a prostych opasek, które często można spotkać na nadgarstkach wielu osób.

Słowem wstępu…

Nie ukrywam, że do pewnego stopnia fascynuje mnie to, w jak specyficznym kierunku podążyła branża akcesoriów ubieralnych. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że ten segment rynku jest w zasadzie skazany na stratę, bo – poza Apple Watch czy Moto 360 – ciekawych konstrukcji było raczej niedużo. Producenci zdołali jednak zebrać się w sobie i wymyślili, że skoro inteligentne zegarki nie sprzedają się tak dobrze, jak by chcieli, to może pora skierować swoją uwagę ku fit-opaskom.

Te małe, tanie, pozornie bardzo ograniczone w swojej funkcjonalności, gadżety ewoluowały w sposób wręcz niespotykany. Ich możliwości nie urosły zbyt mocno na przestrzeni ostatnich lat, a jednak o wiele łatwiej spotkać osobę ze smartbandem niż z pełnoprawnym zegarkiem napędzanym przez Androida czy Apple. Dlaczego? Nie odkryję tutaj ameryki, stwierdzając, że przeważyło kryterium cenowe.

Paradoksalnie, cena była tylko jednym ze składników, które zapoczątkowały sukces fit-opasek. Można wręcz powiedzieć, że te „maleństwa” stały się wszystkim tym, czym smartwatche nie potrafiły się stać. Wydajne akumulatory, ukierunkowanie na funkcje zdrowotne i absolutny minimalizm, który najlepiej wyraża się już w wielkości wyświetlacza. Wydaje mi się, że gdyby nie te urządzenia, to akcesoria ubieralne byłyby jedynie nudnym wspomnieniem minionych lat. Tak się jednak nie stało.

Czego oczekujemy, a czego tak naprawdę nam potrzeba?

Mówi się, że nasze oczekiwania od naszych możliwości często oddziela przepaść. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o aspekt finansowy, jednak na pewno odgrywa on sporą rolę. Tak na logikę. Nie wiecie, czy inteligentny zegarek jest dla Was, nie czujecie tego tak do końca. Co kupicie, żeby sprawdzić, czy Wasze obawy są słuszne? Smart-opaskę za 150-200 złotych czy wypaśny zegarek za więcej niż 600-700 złotych. Wydaje mi się, że większość wybierze opaskę.

Nie ukrywam, że sam zrobiłem dokładnie tak samo. Jestem wielkim entuzjastą Moto 360, jednak producent postanowił odpuścić sobie ten projekt, a nie było sensu kupować smart-zegarka, który w chwili zakupu jest już przestarzały. Jasne, są ciekawe propozycje od innych firm, jednak te nigdy nie dotarły do mnie w stu procentach. Czasem przeszkadzał mi ich design, czasem cena, a czasem jedno i drugie.

Fit-opaska rozwiązuje także i ten problem. Różnice między poszczególnymi konstrukcjami można zwykle wymienić na palcach jednej ręki. Prosty, gumowy pasek, pulsometr, GPS i malutki ekranik. Te słowa scharakteryzują opaski zdecydowanej większości firm, które działają w tym segmencie rynku. Można więc powiedzieć, że wyróżnianie się za wszelką cenę, nie zawsze jest kluczem do sukcesu. Wyjątkiem, który potwierdza tę regułę jest chyba tylko Apple Watch, jednak nigdy nie byłem wielkim entuzjastą ekosystemu tej marki.

A zatem…

Apple jak zawsze namieszało na rynku. Muszę jednak z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że ich smartwatch jest w chwili obecnej jedną z najlepszych konstrukcji tego typu, jaką można kupić. Oczywiście, konkurencja też ma swoje mocne strony, jednak wyniki sprzedażowe dość jasno pokazują, kto jest liderem, a kto tego lidera musi gonić. Gdzieś w tle tej wielkiej rywalizacji obserwujemy też dość ciekawą batalię o branżę fit-opasek.

Coraz więcej producentów dostrzegło, że ta nisza stała się już właściwie osobną kategorią sprzedażową, w której są schowane naprawdę duże pieniądze. O nasze portfele rywalizują tacy giganci, jak Xiaomi, Samsung, Huawei czy Fitbit. Z dość dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że w segmencie rynku, po którym chyba mało kto spodziewał się wielkiego sukcesu, nagle zrobiło się bardzo tłoczno.

Właśnie to pokazuje, jak piękna i nieprzewidywalna potrafi być branża mobilna. Nie wiem, czy stwierdzenie od zera do bohatera nie oddaje dobrze tego stanu rzeczy. Na dziś dzień, wciąż nie odczuwam potrzeby, aby za wszelką cenę nabyć tego typu akcesorium, jednak nie ukrywam, że już za rok, góra dwa lata, ten stan może ulec znaczącej zmianie. Zmianie, której prognostyki już teraz obserwuję na nadgarstkach wielu swoich znajomych – zakupu fit-opaski, która stanie się integralną częścią mojej codzienności.