Jakiś czas temu wiele osób myślało, że rewolucja technologiczna pomoże nam lepiej zatroszczyć się o dobrą kondycję planety. Dziś, w niemal 20 lat po radykalnych zmianach, jakie dosięgły nas na każdym kroku naszej aktywności, wiemy już, że coś tutaj poszło niezgodnie z planem. Na szczęście, widać światełko w tunelu.

Słowem wstępu…

Zawsze, gdy mowa o elektronice i ekologii, mam mieszane uczucia. Z jednej strony podoba mi się wizja ograniczania emisji substancji szkodliwych, ale nie da się nie zauważyć tego, że jedna – pozornie nowoczesna – żarówka rtęciowa, stała się akcesorium, które – gdy tylko się rozszczelni – może znacząco zaszkodzić nam na zdrowiu. Na szczęście, wchodzą LED-y, które eliminują większość problemów, jakie przyniosły nam popularne kilka lat temu „rtęciówki”.

Paradoksalnie, takich dylematów jest o wiele więcej. Nowoczesne ogniwa zasilające pojazdy elektryczne, jeśli tylko ulegną one samozapłonowi lub uszkodzeniu, gasi się w tak złożony sposób, że nieraz trzeba posiłkować się kilkoma dywizjami Straży Pożarnej. Zresztą, nie oszukujmy się, produkcja telefonów komórkowych wciąż nie jest – i zapewne nigdy nie będzie – w pełni ekologiczna. Nie da się tego obejść, przynajmniej na ten moment. Zatem, w jaki sposób te małe urządzenia mogą nam choćby w niedużym stopniu zatroszczyć się o kondycję planety? Cóż, jest pewna nisza.

Dokumenty = papier?

Jeszcze kilka lat temu załatwienie jakiejś sprawy w jednostkach samorządu terytorialnego, jak Urzędzie Miasta czy Starostwie, wymagało generowania ogromnych ilości papieru. Papieru, który bierze się z wycinki drzew. Pierwsze, dość nieśmiałe próby ukrócenia tego stanu rzeczy sięgają roku 2015/2016, jednak w tamtych latach wciąż generowaliśmy bardzo dużo papierologii, która była taką trochę sztuką dla sztuki. Wiadomo, pismo do wydziału X, które zatwierdza naczelnik, przekazując je następnie do wydziału Y, co również generuje kolejne ilości makulatury. A gdzie tam do końca tej ścieżki i pisemnej odpowiedzi, jaką dostanie mieszkaniec.

Na szczęście, widać kilka zmian na lepsze. Przede wszystkim, od dwóch lat możemy nosić ze sobą znacznie mniej dokumentów. Kierowcy na pewno cenią sobie możliwość zostawienia dowodu rejestracyjnego w domu, w jakimś bezpiecznym miejscu. Dla mnie, w sytuacji, gdy z auta korzystam naprzemiennie z żoną, jest to sytuacja, gdzie każde z nas zyskuje. Nie zliczyłbym sytuacji, ile razy musiałem się spieszyć, bo traciłem minuty na poszukiwania tego dokumentu. Ostatecznie, nikt nie chce zapłacić mandatu, prawda?

Od tego roku weszliśmy w erę e-recept, a cyfrowy druk chorobowego, czyli L-4, jest z nami już od dłuższego czasu. To zmiany, które w dużej mierze umożliwiają smartfony. To dzięki nim możemy mieć dostęp do aplikacji e-Obywatel, która rozwinęła się nam na przestrzeni lat całkiem ciekawie. Widać też, że trwają liczne próby, aby w sposób „centralny”, czy też może raczej, odgórny, ograniczać generowaną przez urzędy, papierologię. Podobno już niebawem spora część korespondencji ma docierać do nas elektronicznie. Uważam, że jest to świetny kierunek.

Co jeszcze może się zmienić?

Wydaje się, że zarówno większość parlamentarna w kraju, jak i Unia Europejska są zgodni w kwestii tego, że nastał już najwyższy czas na digitalizację urzędów miast i gmin. Czy tego chcemy czy nie, era drukowania dziesiątek stron powoli odchodzi do lamusa. Wciąż trzeba zmienić bardzo wiele przepisów, jednak widać już tutaj pewien progres. Wydaje mi się, że zawsze, gdy usłyszycie w mediach o tym, że kolejne dokumenty można teraz pobrać z poziomu jakiejś aplikacji, to warto zastanowić się na chwilę i odpowiedzieć sobie na pytanie, czemu zawdzięczamy tę możliwość.

Tak, czemu, nie komu. W mojej opinii, te wszystkie zmiany nie miałyby racji bytu, gdyby nie smartfony. Małe, uzbrojone w technologię gadżety, które mieszczą się w kieszeni. Mam wrażenie, że gdybyśmy ich nie wynaleźli i wciąż bazowalibyśmy na komputerach i laptopach, to te zmiany zachodziłyby o wiele wolniej. Kończąc, mam nadzieję, że już niebawem znikną kolejne zbędne druki, jakie wciąż można znaleźć w wielu urzędach. Może chociaż w ten drobny sposób technologia realnie przyczyni się do poprawy kondycji planety 😉