Sony od pewnego czasu sprawia wrażenie, jakby szukało na siebie nowego pomysłu. Producent dość często zmieniał wygląd swoich flagowców w ostatnich latach, jednak można odnieść wrażenie, jakby Xperia 1 była właśnie tym kierunkiem, w którym warto podążać.

Obudowa, użyte materiały, jakość wykonania

Producent zdecydował się na szkło. To dość przewidywalny wybór, który mało kogo powinien dziwić. Podoba mi się to, że nawet czarna wersja kolorystyczna nie jest zbyt podatna na palcowanie się. Nie da się jednak nie zauważyć tego, że szkło od dawien dawna ma tendencje do ślizgania się i Xperia 1 dość dobrze wpisuje się w ten nurt. Warto też nadmienić, że można ten problem rozwiązać dość szybko. Wystarczy zakup najtańszego, gumowego case’a, który w tym miejscu gorąco Wam rekomenduję.

Mała rewolucja dokonała się na bocznych ramkach obudowy. Zresztą, odnoszę nieodparte wrażenie, że za jakiś czas Sony po cichu wycofa się z kierunku tych zmian. O co dokładnie chodzi? Oczywiście o rozmieszczenie portów funkcyjnych. Lewa ramka jest absolutnie niezagospodarowana. Na górnej krawędzi czeka tacka na kartę SIM, a na prawej ramce dzieje się tak wiele, że trudno za nią nadążyć. Mamy tu klawisz regulacji głośności, skaner linii papilarnych i oddzielny przycisk Power, który jednak jest ulokowany zaskakująco nisko. W dolnej części prawej ramki mamy oczywiście nieśmiertelny fizyczny spust aparatu.

Dolna krawędź skrywa relatywnie niewielki głośnik oraz port ładowarki wykonany w standardzie USB-C. Od razu dopowiem, że drugi z głośników znajduje się na froncie, nad ekranem. To ciekawy zestaw, jednak stale i niezmiennie pozostaję wielkim orędownikiem umieszczania obu głośników stereo na frontowej ścianie. Wreszcie, z tyłu mamy potrójny aparat główny, co – jak na Sony – stanowi ogromną, żeby nie powiedzieć gigantyczną, innowację.

Sony Xperia 1, fot: własne

Podsumowując, obudowa to połączenie elegancji z wieloma zmianami, które dla starych fanów Sony – jak ja – mogą być początkowo trudne do zrozumienia. No bo po co wydzielać osobny skaner linii papilarnych, skoro już wiekowe Xperie z serii Z miały zsynchronizowany czytnik odcisków palców z przyciskiem Power? Nie wiem, po prostu. Doceniam też to, że do otwarcia tacki SIM nie trzeba używać dedykowanej igły (bolca) a wystarczy lekko ją podważyć. Chciałbym, aby podobne rozwiązanie zaadoptowała konkurencja.

Sony Xperia 1 – wyświetlacz

Japończycy pokazali, że wciąż stawiają na kinowy format 21:9. Dokładnie taki wyświetlacz możemy odnaleźć we flagowcu od Sony. Co może mieć dla Was znaczenie, jest to ekran wykonany w technologii OLED HDR. Moduł ma przekątną 6,5 cala i pracuje w bardzo wysokiej, jak na obecne standardy, rozdzielczości 3840 x 1644 pikseli. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jeden z pięciu najlepszych wyświetlaczy, jakie można obecnie odnaleźć na rynku.

Sony Xperia 1, fot: własne

Jasne, do długiego, „pilotowego” formatu 21:9 trzeba przywyknąć, jednak jest to jak najbardziej możliwe do wykonania. Jeśli – jak ja – macie duże dłonie, powinniście być w stanie nawigować urządzeniem w dużej mierze z wykorzystaniem jednej ręki. Dostęp do górnego rzędu ikon może być nieco utrudniony, jednak po kilku dniach ćwiczeń, powinniście go poskromić. Jestem też zachwycony tym, że Sony nie wplotło w ten ekran żadnych notchy, łezek czy dziurek na kamerkę selfie. Dla smartfonowych konserwatystów, jak znalazł!

Akumulator

Na papierze pojemność ogniwa nie powala. 3330 mAh z technologią szybkiego ładowania. Dziwnie mało, prawda? Dość często można spotkać na rynku średniaki, które mają ogniwo o pojemności zbliżonej do 4000 mAh, a Sony daje o niecałe 700 mAh mniej. Warto jednak w tym miejscu podkreślić, że od pojemności akumulatora „na papierze” ważniejsza jest optymalizacja oprogramowania, która często weryfikuje opinie wielu posiadaczy smartfonów.

Nie powiedziałbym, że Sony zrobiło tutaj – w temacie optymalizacji – coś wybitnego, jednak na pewno Japończyków trzeba pochwalić. Zwykle spokojnie udawało mi się wykręcić SoT (Screen on Time, czas pracy ekranu na jednym cyklu ładowania) oscylujący około pięciu godzin. Uważam, że nie jest to wynik zaskakująco dobry, jednak na pewno można określić go mianem niezłego, poprawnego. Jeśli włączycie tryb oszczędzania baterii, ten czas może jeszcze trochę wzrosnąć, jednak dla Waszego komfortu, założyłbym raczej pięciogodzinny SoT. Po tym czasie lepiej mieć przy sobie dostęp do źródła prądu lub powerbanka.

System operacyjny

Firma z Kraju Kwitnącej Wiśni od lat rozwija swoją własną, niezbyt ingerującą w czystego Androida, nakładkę. Nie inaczej sprawy mają się w Xperii 1. Powiedziałbym, że to taka nakładka w wersji fit. Jeśli liczycie na dziesiątki ciekawych programów od producenta, porywające możliwości dopasowania siatki ekranu czy daleko idącą synchronizację z innymi usługami z logo Sony, to… zapomnijcie. To nie ta filozofia.

Sony Xperia 1 – specyfikacja techniczna:

  • Procesor: Snapdragon 855,
  • Grafika: Adreno 640,
  • Pamięć RAM: 6 GB,
  • Pamięć na dane użytkownika: 128 GB,
  • Slot na kartę microSD: tak,
  • System operacyjny w chwili debiutu: Android 9 Pie.

Mówimy o flagowcu, więc o świetną kulturę pracy można być spokojnym. Dodatkowo jest to smartfon od Sony, czyli firmy, która na polu optymalizacji i wydajności wykonuje naprawdę genialną robotę. Przez moje dłonie przeszły chyba wszystkie flagowce tej firmy od czasów Xperii Z i nigdy nie natrafiłem na żadne problemy. Xperia 1 doskonale wpisuje się w ten nurt, efektem czego nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić to urządzenie wszystkim tym, dla których wydajność i wielozadaniowość ma duże znaczenie.

Zabezpieczenia biometryczne

Ciekawostką jest to, że Sony weszło w technologię, która pozwala odblokować urządzenie po zeskanowaniu wzoru naszej twarzy. Nie jest to już obecnie żadna nowość, jednak miło odnotować, że Xperia 1 również oferuje ten tryb. Co ważne, ten działa całkiem dobrze. Kilkunastokrotnie usiłowałem zagiąć smartfona i celowo dążyłem do odblokowania go w kiepskim świetle, a smartfon za każdym razem wychodził z tej próby zwycięsko. To rzecz, którą bezapelacyjnie warto pochwalić.

Sony Xperia 1, fot: własne

Skaner linii papilarnych wzbudza u mnie mieszane uczucia. Nie chodzi o jego działanie, ale o ulokowanie. Trzeba do niego przywyknąć i naprawdę, nie jestem w stanie pojąć, dlaczego Sony rozdzieliło czytnik od przycisku Power. Paradoksalnie, przycisk jest ulokowany na świetnej wysokości, zarówno dla osoby leworęcznej jak i praworęcznej. Jeśli więc przemożecie się i nauczycie się trafiać w czytnik intuicyjnie, mechanicznie, to z kultury działania tego modułu powinniście być zadowoleni. Mimo wszystko, mam nadzieję, że firma po cichu wycofa się z tego eksperymentu i przeniesie skaner linii papilarnych w lepsze miejsce, choćby na tylną ścianę obudowy.

Moduły i łączność

Ten akapit ląduje w recenzji Xperii 1 tylko dla zasady. „Żeby nie było”, że autor zapomniał 🙂 Jest absolutnie wszystko, co będzie Wam niezbędne do szczęścia. Od świetnego w swoim działaniu trybu głośnomówiącego, przez bardzo dobrą jakość trzymania sygnału GPS, aż po wsparcie dla dwóch kart SIM i łączność NFC. Sony postawiło też na Bluetooth 5.0, więc o szybką transmisję danych – na przykład do słuchawek bezprzewodowych – możecie być spokojni.

Warto też raz jeszcze podkreślić, że dzięki slotowi na kartę microSD ilość miejsca na nasze dane możemy szybko rozbudować. Wprawdzie 128 GB to sporo, jednak, gdybyście kręcili dziesiątki godzin materiału wideo, to warto wiedzieć, że zawsze spokojnie możecie wyeksportować go na zewnętrzny nośnik pamięci. Niejako dla zasady dopowiem, że w trakcie testów nie natrafiłem na żadne problemy z modułem WiFi. Sygnał sieci trzymany był bardzo dobrze.

Multimedia i aparat w Xperii 1

„Frontalna” stereofonia robi świetną robotę, to na sto procent. Podkreślam jednak dość stanowczo, że przed słowem frontalne zawsze powinien znajdować się cudzysłów. Główny moduł głośnika znajduje się w zasadzie na dolnej ramce obudowy i trzeba o tym pamiętać. Także dlatego, że obszar maskownicy głośnika do największych nie należy. Mimo wszystko, smartfon gra świetnie. Szkoda, że Sony nie ocaliło portu audio 3,5 mm. Jesteśmy w zasadzie skazani na słuchawki bezprzewodowe lub takie, które wykorzystują przejściówkę do USB-C.

No i wreszcie, danie główne. Potrójny aparat. Ku zdziwieniu wielu osób, nie mamy tutaj 48 Mpix modułu głównego. Firma postawiła na trio 12 Mpix (f/1.6) + 12 Mpix (szeroki kąt 130 stopni) + 12 Mpix (f/2.4). To dość zaskakująca decyzja, jednak wypada odnotować, że układ zwykle radzi sobie całkiem dobrze. Sony ocaliło charakterystyczne dla siebie, naturalne odwzorowanie barw, a także wsparcie dla nagrywania wideo w Super Slow Motion przy 960 klatkach na sekundę.

Aplikacja aparatu może uchodzić za dość kontrowersyjną. Mamy tryb ręczny, wzmiankowane wcześniej, zwolnione tempo, AR czy tryb pro, ale o trybie nocnym z prawdziwego zdarzenia można zapomnieć. To zaskakująca decyzja, bowiem wielu rywali Sony nie dość, że już ma taki tryb, to jeszcze usilnie promuje go jako wielką nowość. W czasach, kiedy marketing odgrywa tak dużą rolę, jak dziś, taka decyzja producenta jest dla mnie trudna do zrozumienia. Muszę jednak zaakcentować, że sama jakość zdjęć jest bardzo dobra. Jasne, są lepsi, jednak widać wyraźnie, że potrójna matryca główna wyszła temu urządzeniu na dobre.

Sony Xperia 1 – podsumowanie

„Xperia w budowie” – właśnie tymi słowami określiłbym to urządzenie. Widzę w nim naprawdę wielki potencjał oraz gigantyczną dawkę elegancji, jednak nie mogę przejść obojętnie wobec kilku cech, które – delikatnie mówiąc – można było rozwiązać lepiej. Poza punktowanym już kilkakrotnie, skanerem linii papilarnych, nie mogę oprzeć się wrażeniu, jakoby warstwa foto (ze szczególnym naciskiem na tryb nocny) mogła być rozwiązana nieco lepiej.

Sony Xperia 1, fot: własne

Z drugiej strony, ekran OLED to poezja. Tak samo, w samych superlatywach wypowiem się o kulturze pracy oraz prędkości, z jaką Sony wydaje kolejne uaktualnienia oprogramowania dla tego telefonu. Format 21:9 w połączeniu ze stereofonią to naprawdę potężne oręże dla entuzjastów usług VOD, które wyglądają na tym wyświetlaczu po prostu bajecznie. Szkoda, że firma nie poszła o krok dalej i nie ocaliła portu audio 3,5 mm, który przez wiele osób byłby przywitany bardzo ciepło, przychylnie.

Podsumowując, ilość zalet przytłacza wady, jednak koło kilku z nich trudno przejść obojętnie. Dla sympatyków Sony i osób, które od lat rozumieją specyfikę tego producenta, jest to pozycja niemal obowiązkowa. Jeśli jednak Sony to dla Was tylko logo, a nie coś więcej, to sami doskonale wiecie, że macie do wyboru naprawdę wiele smartfonów, które pod wieloma względami mogą rywalizować z Xperią 1. Mimo wszystko, urządzenie będę wspominał pozytywnie. Czekając przy tym na następcę, który wyeliminuje wszystkie jego mankamenty 😉

Plusy:

  • bajeczny ekran OLED,
  • bardzo dobra jakość dźwięku stereo,
  • niemal doskonała wydajność i kultura pracy,
  • bogate zaplecze komunikacyjne,
  • zauważalny postęp – względem poprzednika – w warstwie foto-wideo,
  • bijąca od Xperii, elegancja.

Minusy:

  • brak portu audio 3,5 mm,
  • lokalizacja skanera linii papilarnych i rozdzielenie go z przyciskiem Power zakrawa na żart,
  • tryb nocny to wielki nieobecny aplikacji foto.