Przez wiele lat firmy działające w branży technologicznej ciszej lub głośniej mówiły o konieczności zrewidowania haseł, jakie wszyscy znamy. Koncepcja przez lata ewoluowała, gdzieś na rozdrożu mignęły nam portfele haseł, jednak dopiero upowszechnienie się skanerów linii papilarnych i czujników biometrycznych otwiera zupełnie nowe, bardzo szerokie możliwości zrewolucjonizowania naszych zabezpieczeń.

Hasła same w sobie nie są złe, jednak ludzie od wielu lat podchodzą do kwestii zabezpieczeń bardzo lekkomyślnie. Ranking najpopularniejszych haseł nie zmienia się w zasadzie od dekady, hakerzy ciągle mogą dzięki naiwności użytkowników wykradać dane, ale – jak na ironię – w niczym nie hamuje to przysłowiowego owczego pędu i kolejne osoby ustawiają po prostu banalne i nieodpowiedzialne hasła do swoich kont. Tak samo e-mailowych, w serwisach społecznościowych, jak i wybranych aplikacjach, które przecież są prawdziwą kopalnią danych o nas samych – użytkownikach.

Przełom nadciąga za sprawą FIDO Alliance i W3C oraz ich nowego wynalazku – standardu Web Authentication, który ułatwia wprowadzanie unikalnych danych uwierzytelniających dla dosłownie każdej witryny internetowej. W linii prostej, nowa metoda stwarza dogodne i proste zasady dla bezpiecznego logowania nie tylko do wybranych usług ale do niemal każdego konta i każdej strony.

Ogromne znaczenie ma tutaj biometryka, wliczając w to zarówno skaner linii papilarnych, który odnajdziemy obecnie na wyposażeniu niemal każdego smartfona, jak i nieco bardziej zaawansowane technologie typu FaceID w których prym wiedzie Apple. Co jednak ważniejsze, nowy standard istnieje nie tylko na papierze i w głowach wizjonerów. Deklarację jego zaimplementowania wyraziła Fundacja Mozilla, a także Google jak i Microsoft. Wsparcia projektowi udzieliła także skandynawska Opera, więc Web Authentication, to nie jest już pytanie „czy”, a raczej „kiedy”.

Fot: Pixabay

Co ważne, nowe zasady uwierzytelniania nie przekreślają haseł przysłowiową grubą kreską. Biometryka ma raczej stanowić ich dopełnienie, jednak dalej będzie można korzystać ze starych, sprawdzonych metod. Dużą rolę odgrywa tu kwestia korzystania z sieci. O ile mało kto ma skaner linii papilarnych połączony z laptopem lub pecetem, o tyle w smartfonach jest to przytłaczająca większość internautów.

Można chyba pokusić się o stwierdzenie, że nowa procedura logowania ma przed sobą świetlaną przyszłość, jednak z racji na nasze przywiązanie do pecetów i laptopów, gdzie biometryka to nadal awangarda, a nie powszechny standard, w najbliższych latach raczej nie stanie się ona technologią dominującą nad hasłami. Tym samym, przed kradzieżą tożsamości, danych czy kont w grze nadal może chronić nas tylko jedno – rozsądek. 

opracowanie własne, źródło: Engadget

zdjęcie główne: Pixabay